NOWY ROZDZIAŁ KOCHANI :-*
--------------------------------------------------------------------------------------
-No to gdzie
dzisiaj idziemy? Do nas, czy na miasto? – spytał Tommo, kiedy staliśmy już całą
paczką przed szkołą.
-Ja to
raczej z wami nigdzie nie idę. – powiedziałam, czym wszystkich zdziwiłam,
czyżby Niall im nie mówił? Miło z jego strony.
-A czemu?
Obraziłaś się na nas, czy jak? – spytała Eleanor niby ze smutkiem, ale potem na
jej twarz wdarł się uśmiech.
-Po prostu
nie mogę. Mama prosiła mnie, żebym jej w czymś pomogła i muszę wracać zaraz po
szkole.
-Serio?
Nawet na kawę z nami nie skoczysz? – zapytała Perrie.
-Przykro mi,
ale nie mogę. Eh, może jutro co? – spytałam z nadzieją.
-Jasne,
pewnie że możemy, szkoda, że nie dziś, ale okay. – blondynka uśmiechnęła się.
-Szkoda, że
nie dasz rady. – powiedział Harry – no to co ludzie? Idziemy opłakiwać tą
stratę.
-Ja jeszcze
chwilę pogadam z Agą. – odezwał się Niall.
-Dobra,
jakby co to idziemy do Sweet Dreams*.
-Okay.
-CZEŚC. –
pożegnali się, a my z blondynem zostaliśmy sami.
-Tooo, o
czym chciałeś ze mną pogadać? – spytałam.
-Po prostu
jakoś wcześniej nie mieliśmy okazji pogadać tak na spokojnie, a chciałem spytać,
czy bardzo ci się przeze mnie oberwało? – na jego twarzy można było dostrzec troskę.
-Eh Niall,
tłumaczyłam ci to już.
-To
wytłumacz jeszcze raz.
- Ale Niall,
co tu tłumaczyć, przyszłam do domu, ojciec się po mnie wydarł, ja po nim, potem
go olałam i poszłam do pokoju, a potem popisaliśmy i przyszła mama, udawałam,
że śpię, a potem serio zasnęłam. To wszystko. Ile razy mam ci to tłumaczyć?
-Tyle ile
będzie trzeba. Po prostu mam nieodparte wrażenie, że to wszystko moja wina.
-Ale co ma
być twoją winą Niall?
-Twoje
problemy z rodzicami.
-Hahahahahahaha.
-Nie śmiej
się, mówię poważnie.
-Niall, moje
problemy z rodzicami nie są twoją winą, one nie są niczyją winą, one po prostu
były, są i obawiam się, że zawsze będą, ale zapamiętaj raz na zawsze: ONE NIE
SĄ TWOJĄ winą.
-Przepraszam,
po prostu się martwię.
-Ale nie
masz o co. Eh, lec już lepiej, bo się spóźnisz. – uśmiechnęłam się.
-Eh,
szczerze to jak nie idziesz to jakoś nie mam ochoty.
-No idź,
może jutro mi się uda – puściłam mu oczko.
-No dobrze,
ale robię to tylko dla ciebie. – również puścił mi oczko i każde z nas poszło w
swoją stronę.
Wyjęłam
słuchawki, włożyłam je do uszu i puściłam muzykę. Idąc podziwiałam Londyn i w
duchu cieszyłam się, że jak jechałam z Niallem, to patrzyłam za okno, bo
inaczej nie wiedziałbym, gdzie mam iśc, by wrócić do domu. Na dworze słońce
przysłoniło chmury i zrobiła się trochę szarawo. Mam nadzieję, że nie spadnie
deszcz, bo nie mam parasola, a skoro jechałam do szkoły jakieś 10 minut, to
pieszo mam prawie pół godziny. Kurczę, trochę długo. No nic, trudno. Musiałam
to zrobic, żeby tata się nie czepiał, przy okazji może uda mi się wyciągnąć od
mamy co znaczyło to „nie chcę pogarszać sytuacji”.
Eh, cały czas mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Nie mogę pozbyć się tego wrażenia. Oglądałam się za siebie kilka razy, ale jakoś nic podejrzanego nie rzuciło mi się w oczy.
Eh, cały czas mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Nie mogę pozbyć się tego wrażenia. Oglądałam się za siebie kilka razy, ale jakoś nic podejrzanego nie rzuciło mi się w oczy.
Dobra, gdzie
ja właściwie jestem, tego miejsca nie poznaję. Chyba się zgubiłam. Nie
przejeżdżaliśmy koło jakiś budynków z rozbitymi szybami. Kurczę trzeba było z
nimi jechać, co mnie pokusiło?
-Hej piękna.
Co taka dziewczyna jak ty robi w takim miejscu co?
Akurat
wyjmowałam słuchawki z uszu i stanęłam jak wryta, kiedy to usłyszałam, a jak na
złość nie było tu nikogo oprócz mnie, więc to na pewno było do mnie i nikt mi
nie pomoże.
-Co tak nic
nie mówisz? Nie potrafisz, czy nie chcesz? - muszę coś zrobic, ale nie
wiedziałam co.
Odwróciłam
się. Kiedy to zrobiłam ujrzałam przed sobą wyższego ode mnie chłopaka z
kapturem na głowie tak że wystawały mu włosy. Ich kolor to ciemny blond. Miałam
wrażenie, że skądś go znam, ale … no tak. Alex.
-Aga? Nie wierzę,
co ty tu robisz? To raczej nie jest miejsce dla ciebie, co? – jakiś dziwnie
miły.
-Idę, nie widać?
A właściwie, to skąd ty znasz moje imię co?! – dobra, może trochę za ostro, ale
zawsze tak mam, jak czuję się nie komfortowo, a tak się teraz czułam.
-No i po co
ta agresja kochanie?
-Nie mów do
mnie kochanie tylko odpowiedz.
-Przecież
mam język w gębie i umiem się spytać Felixa od kogo oberwał.
-No nie mogę
uwierzyć, nie nazwałeś go Dangerem. Niesamowite.
-Po
pierwsze, ponieważ mi wolno. Po drugie, nie ironizuj mi tu kochanie, bo się to
dla ciebie źle skończy.
-Nie
będziesz mi stawiał warunków i NIE MÓW DO MNIE KOCHANIE.
-Sorry lala,
ale jesteś na moim terenie i to ja ustalam zasady.
-Terenie? A
przepraszam bardzo, ale wydaje mi się, że jest to teren Londynu.
-Tak, ale
jest to mój kawałek Londynu.
-A od kiedy?
I kto go tak nazwał? Nie widziałam tabliczki informacyjnej.
-To już nie
twój interes, dobrze ci radzę, przestań się tak zachowywać, bo ja próbuję być
miły i cię chronić, ale jak widać do ciebie nie dociera, że jesteś w
niebezpieczeństwie.
-Jakim
niebezpieczeństwie, co ty pieprzysz?
-Aktualnie
nic. – zadziorny uśmieszek wdarł się na jego usta. – Ale chciałbym ciebie.
-Dobra
nieważne, powiedz mi lepiej jak mam opuścić ten „twój teren”? – teraz zaczynam
się trochę bać. Ja jeszcze tego nie chcę i na pewno nie z nim.
-Czyżbyś
miała mnie dość? – zaczął się do mnie zbliżać, a moje serce zaczęło bić ciut
szybciej.
-Mam cię dość
od dnia, w którym cię spotkałam.
-A wiesz
słońce, że to było wczoraj? – uśmiechnął się i odgarnął kosmyk włosów, który
opadł mi na twarz, a jego usta znalazły się niebezpiecznie blisko moich.
-ALEEEX! CO
TY KURWA ODPIERDZIELASZ?! – natychmiast się ode mnie odsunął i odwrócił w
stronę, z której dobiegał głos chłopaka z papierosem, aha Peciarz.
Wykorzystałam
okazję i zaczęłam biec przed siebie. Może mnie nie zauważył, był dość daleko, a
mnie zasłaniał Alex. Kurka już wiem, po co są lekcje w-f. Biegłam przed siebie
nie oglądając się. Mam nadzieję, że nie podążają za mną. Po pewnym czasie wybiegłam
z tej dziwnej uliczki. Aha, czyli, że „jego teren” to tak naprawdę teren Felixa
i jego paczki, jeśli można to paczką nazwać. Tu już mniej więcej kojarzyłam
drogę i postanowiłam patrzyć przed siebie. Już pewniejszym krokiem ruszyłam do
domu.
Po kilku
minutach takiego spaceru wreszcie weszłam na moją ulicę i za chwilę otwierałam
drzwi mojego własnego domu.
-O, cześć
kochanie. Nie miałaś być troszkę wcześniej? – przywitała mnie mama.
-Tak miałam,
ale zabłądziłam trochę i szukałam jak wrócić do własnego domu haha.
-Oh czyżby
twój chłoptaś już cię wykorzystał i zostawił? – dopiero teraz w polu mojego
widzenia pojawił się ojciec i mój humor uległ drastycznemu pogorszeniu.
-Wyobraź
sobie, że nie. Przychodzę późno źle, przychodzę wcześniej też źle, to może się
określ, o której mam przychodzić co?
-Nie tym
tonem Aniela.
-Robert
spokojnie. – mama położyła rękę na jego ramieniu, ale zaraz ją strącił, a ona
usiadła na kanapie.
Przez jakiś
czas mierzyliśmy się wzrokiem. Oboje byliśmy wściekli i nawet nie dało się tego
ukryć. Rany kiedy on się zmienił w kogoś takiego? Nie poznaję go, jest zupełnie
inny niż w Polsce. A może i tam taki był, tylko ja niczego nie zauważyłam?
-Posłuchaj
Aniela, za tydzień ja i mama wyjeżdżamy do Japonii i nie będzie nas około
miesiąca. Lepiej dla ciebie, żebym znalazł cię tutaj za ten miesiąc i nie
znalazł ani śladu jakiejś imprezki, uwierz mi na słowo, że jeśli coś się tu
zmieni, to nie będzie przyjemnie.
Dokładnie
pamiętam ten wzrok. Patrzył na mnie jak nie wiem na co. Nie wiem o co mu
chodziło, ale w tamtym momencie zaczęłam się go nawet trochę bać, nie okazałam
tego, ale naprawdę coś wtedy we mnie pękło i zrozumiałam, że muszę się od nich odciąć
szybciej niż planowałam. Zaraz jak wyjadą zaczynam szukać mieszkania.
-Rozumiesz,
co do ciebie mówię?
-Tak, czy
mogę iśc do pokoju i zrobic zadania? – chciałam już stamtąd wyjść i zamknąć się
u siebie i to najlepiej na klucz.
-Oczywiście,
że możesz, tylko najpierw jeszcze zjedz obiad, bo mama ugotowała pyszną zupę.-
uśmiechną się tak miło, że gdyby ktoś teraz wszedł nawet nie mógłby
przypuszczać jaki był jeszcze chwilę temu.
-Okay. – w
tym momencie zadzwonił jego telefon.
-Przepraszam
– powiedział i poszedł do przedpokoju. – Halo? … Tak … Tak … Już? … W tym
momencie? … Aha … No dobra … Dobra … Zaraz będę … No pa. – za chwilę ponownie
wszedł do salonu. – Przepraszam sprawy służbowe, Gary chce, żebym przyjechał
jak najszybciej, więc muszę iśc. Nie czekajcie, nie wiem kiedy wrócę. Paa. –
chwycił klucze i wyszedł.
Nie
wiedziałam o co chodzi, on jest jakiś dziwny odkąd tu przylecieliśmy. Przecież
normalny człowiek nie ma takiego wahania nastrojów no nie?
-Mamo? O co
tu chodzi, czemu tata się tak dziwnie
zachowuje?
-Ja nie wiem
córeczko, naprawdę, chodź zjedz obiad i idź robić te lekcje, żeby ci jakoś w
tej szkole szło no nie? – dopiero teraz zauważyłam, że ma na ramieniu siniaka?
Czyżby ojciec jej to zrobił? Mam nadzieję, że się mylę.
-Co ci się
stało w rękę? – spojrzała na swoje ramię.
-A, to? To
nic, uderzyłam się o lodówkę jak wyciągałam warzywa, nic takiego. Do wesela się
zagoi. – uśmiechnęła się.
-Mamo,
przestań udawać, że jest dobrze, ja mam oczy i widzę, że dzieje się coś
niedobrego. Mam 19 lat, możesz mi powiedziec, co się dzieje.
-Ale
przecież nic się nie dzieje, ja …
-Mamo. –
spojrzałam na nią wymownie, niech mi nie wciska kitu, ja wiem, że coś jest nie
tak.
-Eh, no
dobrze, tata od jakiegoś czasu dziwnie się zachowuje. Najpierw jest wściekły, a
zaraz potem miły, czego z resztą mogłaś być świadkiem przed kilkoma minutami.
Naprawdę nie wiem, co ma taki wpływ na jego zachowanie, ale wiem jedno, że
lepiej go nie drażnić. – zrobiła przerwę, widziałam, że ciężko jej o tym mówic,
ale musi mi powiedziec wszystko co wie, jeśli mam jej pomóc, poza tym …
przecież ona mówi o nim jak o jakimś dzikim zwierzęciu.
-I co? To
wszystko?
-Na razie
tak, szczerze, to stresuję się tym wyjazdem do Japonii.
-Dlaczego?
-Sama nie
wiem. Niby jedziemy oddzielnie, ale to niczego nie zmienia. Jak będzie wściekły
i będzie chciał się wywrzeszczeć, to pewnie i tak przyjdzie z problemem do
mnie.
-Jak to
oddzielnie? Przecież wy pracujecie razem nie?
-Kiedyś tak,
ale poprosiłam o oddzielenie naszych stanowisk. On często był zdenerwowany i
przeszkadzał mi w pracy, a nad tymi papierkami trzeba się skupić. Wolałabym jechać
gdzie indziej niż on, ale niestety. Tego już mi się nie udało załatwić.
-Aha. Nie
wiem, co mam myślec.
-Ja też nie,
właśnie dlatego nie chciałam cię martwic. Masz swoje problemy i musisz się nimi
zając. Mam nadzieję, że pod naszą nieobecnośc rozwiniesz trochę skrzydła.
-Oby. – w
tym momencie dostałam smsa.
-Uuu. Ktoś
tu się do ciebie dobija. – uśmiechnęła się. – No już idź. Ja pójdę zrobic
zakupy. – mrugnęła, wzięła sweter i torebkę i wyszła.
Ja w tym
czasie postanowiłam odczytać smsa.
Od: Debil
(brat):
Czego dziś u nas szukałaś? Mało masz problemów? Nie martw się będzie ich więcej i to już nie długo. To dopiero początek.
Czego dziś u nas szukałaś? Mało masz problemów? Nie martw się będzie ich więcej i to już nie długo. To dopiero początek.
Czytałam to
jakieś 5 razy, a moja reakcja nadal brzmiała „WTF”. O co mu chodzi? Jakie
problemy? Chyba trzeba się na coś przygotować. Ej, chwila, to przecież
zastraszanie, no nie? Kurde chyba trzeba iśc z tym na policję … a dobra, to
tylko mój braciszek. Chyba nie może być aż tak źle. … Chyba …



