za wiatrem hen

piątek, 27 listopada 2015

ROZDZIAŁ 7 - CNCZKJ

NOWY ROZDZIAŁ KOCHANI  :-*

--------------------------------------------------------------------------------------

-No to gdzie dzisiaj idziemy? Do nas, czy na miasto? – spytał Tommo, kiedy staliśmy już całą paczką przed szkołą.
-Ja to raczej z wami nigdzie nie idę. – powiedziałam, czym wszystkich zdziwiłam, czyżby Niall im nie mówił? Miło z jego strony.
-A czemu? Obraziłaś się na nas, czy jak? – spytała Eleanor niby ze smutkiem, ale potem na jej twarz wdarł się uśmiech.
-Po prostu nie mogę. Mama prosiła mnie, żebym jej w czymś pomogła i muszę wracać zaraz po szkole.
-Serio? Nawet na kawę z nami nie skoczysz? – zapytała Perrie.
-Przykro mi, ale nie mogę. Eh, może jutro co? – spytałam z nadzieją.
-Jasne, pewnie że możemy, szkoda, że nie dziś, ale okay. – blondynka uśmiechnęła się.
-Szkoda, że nie dasz rady. – powiedział Harry – no to co ludzie? Idziemy opłakiwać tą stratę.
-Ja jeszcze chwilę pogadam z Agą. – odezwał się Niall.
-Dobra, jakby co to idziemy do Sweet Dreams*.
-Okay.
-CZEŚC. – pożegnali się, a my z blondynem zostaliśmy sami.
-Tooo, o czym chciałeś ze mną pogadać? – spytałam.
-Po prostu jakoś wcześniej nie mieliśmy okazji pogadać tak na spokojnie, a chciałem spytać, czy bardzo ci się przeze mnie oberwało? – na jego twarzy można było dostrzec troskę.
-Eh Niall, tłumaczyłam ci to już.
-To wytłumacz jeszcze raz.
- Ale Niall, co tu tłumaczyć, przyszłam do domu, ojciec się po mnie wydarł, ja po nim, potem go olałam i poszłam do pokoju, a potem popisaliśmy i przyszła mama, udawałam, że śpię, a potem serio zasnęłam. To wszystko. Ile razy mam ci to tłumaczyć?
-Tyle ile będzie trzeba. Po prostu mam nieodparte wrażenie, że to wszystko moja wina.
-Ale co ma być twoją winą Niall?
-Twoje problemy z rodzicami.
-Hahahahahahaha.
-Nie śmiej się, mówię poważnie.
-Niall, moje problemy z rodzicami nie są twoją winą, one nie są niczyją winą, one po prostu były, są i obawiam się, że zawsze będą, ale zapamiętaj raz na zawsze: ONE NIE SĄ TWOJĄ winą.
-Przepraszam, po prostu się martwię.
-Ale nie masz o co. Eh, lec już lepiej, bo się spóźnisz. – uśmiechnęłam się.
-Eh, szczerze to jak nie idziesz to jakoś nie mam ochoty.
-No idź, może jutro mi się uda – puściłam mu oczko.
-No dobrze, ale robię to tylko dla ciebie. – również puścił mi oczko i każde z nas poszło w swoją stronę.
Wyjęłam słuchawki, włożyłam je do uszu i puściłam muzykę. Idąc podziwiałam Londyn i w duchu cieszyłam się, że jak jechałam z Niallem, to patrzyłam za okno, bo inaczej nie wiedziałbym, gdzie mam iśc, by wrócić do domu. Na dworze słońce przysłoniło chmury i zrobiła się trochę szarawo. Mam nadzieję, że nie spadnie deszcz, bo nie mam parasola, a skoro jechałam do szkoły jakieś 10 minut, to pieszo mam prawie pół godziny. Kurczę, trochę długo. No nic, trudno. Musiałam to zrobic, żeby tata się nie czepiał, przy okazji może uda mi się wyciągnąć od mamy co znaczyło to „nie chcę pogarszać sytuacji”.
Eh, cały czas mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Nie mogę pozbyć się tego wrażenia. Oglądałam się za siebie kilka razy, ale jakoś nic podejrzanego nie rzuciło mi się w oczy.
Dobra, gdzie ja właściwie jestem, tego miejsca nie poznaję. Chyba się zgubiłam. Nie przejeżdżaliśmy koło jakiś budynków z rozbitymi szybami. Kurczę trzeba było z nimi jechać, co mnie pokusiło?
-Hej piękna. Co taka dziewczyna jak ty robi w takim miejscu co?
Akurat wyjmowałam słuchawki z uszu i stanęłam jak wryta, kiedy to usłyszałam, a jak na złość nie było tu nikogo oprócz mnie, więc to na pewno było do mnie i nikt mi nie pomoże.
-Co tak nic nie mówisz? Nie potrafisz, czy nie chcesz? - muszę coś zrobic, ale nie wiedziałam co.
Odwróciłam się. Kiedy to zrobiłam ujrzałam przed sobą wyższego ode mnie chłopaka z kapturem na głowie tak że wystawały mu włosy. Ich kolor to ciemny blond. Miałam wrażenie, że skądś go znam, ale … no tak. Alex.
-Aga? Nie wierzę, co ty tu robisz? To raczej nie jest miejsce dla ciebie, co? – jakiś dziwnie miły.
-Idę, nie widać? A właściwie, to skąd ty znasz moje imię co?! – dobra, może trochę za ostro, ale zawsze tak mam, jak czuję się nie komfortowo, a tak się teraz czułam.
-No i po co ta agresja kochanie?
-Nie mów do mnie kochanie tylko odpowiedz.
-Przecież mam język w gębie i umiem się spytać Felixa od kogo oberwał.
-No nie mogę uwierzyć, nie nazwałeś go Dangerem. Niesamowite.
-Po pierwsze, ponieważ mi wolno. Po drugie, nie ironizuj mi tu kochanie, bo się to dla ciebie źle skończy.
-Nie będziesz mi stawiał warunków i NIE MÓW DO MNIE KOCHANIE.
-Sorry lala, ale jesteś na moim terenie i to ja ustalam zasady.
-Terenie? A przepraszam bardzo, ale wydaje mi się, że jest to teren Londynu.
-Tak, ale jest to mój kawałek Londynu.
-A od kiedy? I kto go tak nazwał? Nie widziałam tabliczki informacyjnej.
-To już nie twój interes, dobrze ci radzę, przestań się tak zachowywać, bo ja próbuję być miły i cię chronić, ale jak widać do ciebie nie dociera, że jesteś w niebezpieczeństwie.
-Jakim niebezpieczeństwie, co ty pieprzysz?
-Aktualnie nic. – zadziorny uśmieszek wdarł się na jego usta. – Ale chciałbym ciebie.
-Dobra nieważne, powiedz mi lepiej jak mam opuścić ten „twój teren”? – teraz zaczynam się trochę bać. Ja jeszcze tego nie chcę i na pewno nie z nim.
-Czyżbyś miała mnie dość? – zaczął się do mnie zbliżać, a moje serce zaczęło bić ciut szybciej.
-Mam cię dość od dnia, w którym cię spotkałam.
-A wiesz słońce, że to było wczoraj? – uśmiechnął się i odgarnął kosmyk włosów, który opadł mi na twarz, a jego usta znalazły się niebezpiecznie blisko moich.
-ALEEEX! CO TY KURWA ODPIERDZIELASZ?! – natychmiast się ode mnie odsunął i odwrócił w stronę, z której dobiegał głos chłopaka z papierosem, aha Peciarz.
Wykorzystałam okazję i zaczęłam biec przed siebie. Może mnie nie zauważył, był dość daleko, a mnie zasłaniał Alex. Kurka już wiem, po co są lekcje w-f. Biegłam przed siebie nie oglądając się. Mam nadzieję, że nie podążają za mną. Po pewnym czasie wybiegłam z tej dziwnej uliczki. Aha, czyli, że „jego teren” to tak naprawdę teren Felixa i jego paczki, jeśli można to paczką nazwać. Tu już mniej więcej kojarzyłam drogę i postanowiłam patrzyć przed siebie. Już pewniejszym krokiem ruszyłam do domu.
Po kilku minutach takiego spaceru wreszcie weszłam na moją ulicę i za chwilę otwierałam drzwi mojego własnego domu.
-O, cześć kochanie. Nie miałaś być troszkę wcześniej? – przywitała mnie mama.
-Tak miałam, ale zabłądziłam trochę i szukałam jak wrócić do własnego domu haha.
-Oh czyżby twój chłoptaś już cię wykorzystał i zostawił? – dopiero teraz w polu mojego widzenia pojawił się ojciec i mój humor uległ drastycznemu pogorszeniu.
-Wyobraź sobie, że nie. Przychodzę późno źle, przychodzę wcześniej też źle, to może się określ, o której mam przychodzić co?
-Nie tym tonem Aniela.
-Robert spokojnie. – mama położyła rękę na jego ramieniu, ale zaraz ją strącił, a ona usiadła na kanapie.
Przez jakiś czas mierzyliśmy się wzrokiem. Oboje byliśmy wściekli i nawet nie dało się tego ukryć. Rany kiedy on się zmienił w kogoś takiego? Nie poznaję go, jest zupełnie inny niż w Polsce. A może i tam taki był, tylko ja niczego nie zauważyłam?
-Posłuchaj Aniela, za tydzień ja i mama wyjeżdżamy do Japonii i nie będzie nas około miesiąca. Lepiej dla ciebie, żebym znalazł cię tutaj za ten miesiąc i nie znalazł ani śladu jakiejś imprezki, uwierz mi na słowo, że jeśli coś się tu zmieni, to nie będzie przyjemnie.
Dokładnie pamiętam ten wzrok. Patrzył na mnie jak nie wiem na co. Nie wiem o co mu chodziło, ale w tamtym momencie zaczęłam się go nawet trochę bać, nie okazałam tego, ale naprawdę coś wtedy we mnie pękło i zrozumiałam, że muszę się od nich odciąć szybciej niż planowałam. Zaraz jak wyjadą zaczynam szukać mieszkania.
-Rozumiesz, co do ciebie mówię?
-Tak, czy mogę iśc do pokoju i zrobic zadania? – chciałam już stamtąd wyjść i zamknąć się u siebie i to najlepiej na klucz.
-Oczywiście, że możesz, tylko najpierw jeszcze zjedz obiad, bo mama ugotowała pyszną zupę.- uśmiechną się tak miło, że gdyby ktoś teraz wszedł nawet nie mógłby przypuszczać jaki był jeszcze chwilę temu.
-Okay. – w tym momencie zadzwonił jego telefon.
-Przepraszam – powiedział i poszedł do przedpokoju. – Halo? … Tak … Tak … Już? … W tym momencie? … Aha … No dobra … Dobra … Zaraz będę … No pa. – za chwilę ponownie wszedł do salonu. – Przepraszam sprawy służbowe, Gary chce, żebym przyjechał jak najszybciej, więc muszę iśc. Nie czekajcie, nie wiem kiedy wrócę. Paa. – chwycił klucze i wyszedł.
Nie wiedziałam o co chodzi, on jest jakiś dziwny odkąd tu przylecieliśmy. Przecież normalny człowiek nie ma takiego wahania nastrojów no nie?
-Mamo? O co tu chodzi,  czemu tata się tak dziwnie zachowuje?
-Ja nie wiem córeczko, naprawdę, chodź zjedz obiad i idź robić te lekcje, żeby ci jakoś w tej szkole szło no nie? – dopiero teraz zauważyłam, że ma na ramieniu siniaka? Czyżby ojciec jej to zrobił? Mam nadzieję, że się mylę.
-Co ci się stało w rękę? – spojrzała na swoje ramię.
-A, to? To nic, uderzyłam się o lodówkę jak wyciągałam warzywa, nic takiego. Do wesela się zagoi. – uśmiechnęła się.
-Mamo, przestań udawać, że jest dobrze, ja mam oczy i widzę, że dzieje się coś niedobrego. Mam 19 lat, możesz mi powiedziec, co się dzieje.
-Ale przecież nic się nie dzieje, ja …
-Mamo. – spojrzałam na nią wymownie, niech mi nie wciska kitu, ja wiem, że coś jest nie tak.
-Eh, no dobrze, tata od jakiegoś czasu dziwnie się zachowuje. Najpierw jest wściekły, a zaraz potem miły, czego z resztą mogłaś być świadkiem przed kilkoma minutami. Naprawdę nie wiem, co ma taki wpływ na jego zachowanie, ale wiem jedno, że lepiej go nie drażnić. – zrobiła przerwę, widziałam, że ciężko jej o tym mówic, ale musi mi powiedziec wszystko co wie, jeśli mam jej pomóc, poza tym … przecież ona mówi o nim jak o jakimś dzikim zwierzęciu.
-I co? To wszystko?
-Na razie tak, szczerze, to stresuję się tym wyjazdem do Japonii.
-Dlaczego?
-Sama nie wiem. Niby jedziemy oddzielnie, ale to niczego nie zmienia. Jak będzie wściekły i będzie chciał się wywrzeszczeć, to pewnie i tak przyjdzie z problemem do mnie.
-Jak to oddzielnie? Przecież wy pracujecie razem nie?
-Kiedyś tak, ale poprosiłam o oddzielenie naszych stanowisk. On często był zdenerwowany i przeszkadzał mi w pracy, a nad tymi papierkami trzeba się skupić. Wolałabym jechać gdzie indziej niż on, ale niestety. Tego już mi się nie udało załatwić.
-Aha. Nie wiem, co mam  myślec.
-Ja też nie, właśnie dlatego nie chciałam cię martwic. Masz swoje problemy i musisz się nimi zając. Mam nadzieję, że pod naszą nieobecnośc rozwiniesz trochę skrzydła.
-Oby. – w tym momencie dostałam smsa.
-Uuu. Ktoś tu się do ciebie dobija. – uśmiechnęła się. – No już idź. Ja pójdę zrobic zakupy. – mrugnęła, wzięła sweter i torebkę i wyszła.
Ja w tym czasie postanowiłam odczytać smsa.
Od: Debil (brat):
Czego dziś u nas szukałaś? Mało masz problemów? Nie martw się będzie ich więcej i to już nie długo. To dopiero początek.

Czytałam to jakieś 5 razy, a moja reakcja nadal brzmiała „WTF”. O co mu chodzi? Jakie problemy? Chyba trzeba się na coś przygotować. Ej, chwila, to przecież zastraszanie, no nie? Kurde chyba trzeba iśc z tym na policję … a dobra, to tylko mój braciszek. Chyba nie może być aż tak źle. … Chyba …

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz