za wiatrem hen

sobota, 21 listopada 2015

ROZDZIAŁ 6 CNCZKJ

PRZEPRASZAM, że wczoraj nie dodałam rozdziału, ale strasznie źle się czułam, na szczęście już mi lepiej i serio postaram się byc systematyczna :D
A TERAZ ZAPRASZAM NA CIĄG DALSZY PRZYGÓD AGI :D
--------------------------------------------------------------------------------

Rano znów świeciło słońce. WOW Muszę uważać, bo się jeszcze przyzwyczaję do tej pogody. Zaczęłam nasłuchiwać, czy ktoś w domu jest, czy też mam święty spokój. Nie chcę się na nikogo natknąć, po wczorajszym. Nie ma mowy, nie będę im mówic wszystkiego, oni tez mi nie mówią, a jak będzie trzeba to się przeprowadzę do chłopaków. Haha, nie no żartuję. Usłyszałam brzęk talerzy. Nie słyszałam wrzasków, lecz czy to możliwe, żeby na przykład była tylko mama? Jeśli to tata, to ucieknę oknem, naprawdę. 
Zwlekłam się z mojego kochanego, cieplutkiego i wygodnego łóżka i podeszłam do szafy, z której wyciągnęłam ubrania. Potem weszłam do łazienki, a tam zrzuciłam piżamę i od razu weszłam pod prysznic. Umyłam się jabłkowym żelem pod prysznic i wyszłam otulona ręcznikiem. Zrobiłam lekki makijaż i ubrałam się, a efekt końcowy był taki:


O jejku, ciekawe, czy były jakieś zadania? W ogóle nie miałam do tego wczoraj głowy. A co mnie to, coś się wymyśli. Machnęłam na to ręką i poszłam na dół razem z torbą, żeby się już nie wracać. Kiedy zeszłam na dół poczułam zapach naleśników. Mniam. Zobaczyłam, że mama krząta się w kuchni, a jednak. Ojca nie było, uff. Jeśli jeszcze nie dostanę ochrzanu to ten ranek zaliczę do udanych.
-Cześć mamo.
-Cześć skarbie. Jak się spało? – spytała radosna.
-Dobrze, a coś ty taka szczęśliwa? Co? – trzeba stwarzać pozory bycia miłym, szczerze to dzisiaj miałam ochotę na samotny dzień w moim łóżeczku, a jedyne co zmusiło mnie do wyjścia z pod kołdry to szkoła i … NIALL, właśnie, przecież ma na mnie czekać.
-A co? Nie mogę? – wyszczerzyła się unosząc jedną brew. Okeeej, zaczynam się trochę bać.
-Nie no, jasne, że możesz, tak tylko pytam. – powiedziałam, po czym zaczęłam przeżuwać pierwszy kęs kanapki.
-Oh, no dobrze, powiem ci. A więc … Felix powiedział, że wyjeżdża na Hawaje ze swoją dziewczyną!!! – i w tym momencie woda, którą akurat piłam została przeze mnie całkowicie wypluta na stół. Oczywiście teraz musiałam to sprzątnąć.
-Co?! On ma dziewczynę?! ON?!
-No a coś nie tak? Przecież jest już i pełnoletni i ma pracę no i z resztą powinien już coś myślec.
-Co? O czym? – zrobiłam wielkie oczy.
-No o … eh, sama wiesz.
-Nie, ale uwierz, że nie chcę wiedziec co w tej chwili miałaś na myśli.
-Nie wiesz? No myślałam, że kto jak kto, ale ty zrozumiesz o co chodzi. – uśmiechnęła się i puściła mi oczko. No zbaraniałam, czemu akurat ja?
-A czemu akurat ja mam to wiedziec? – spytałam podejrzliwie.
-No bo … wiesz … no tak tata pomyślał, wiesz, jak tego chłopaka zobaczył, to … Yyy no
-Jeny, to tylko kolega, a nie mój chłopak! – zaczyna się.
-No to czemu tak późno wczoraj wróciłaś?
-Bo zajęcia nam się przedłużyły, a poza tym poprosiłam go, żeby pokazał mi okolicę, gdyż chciał mi wynagrodzić to, że oblał mnie wodą, bo na siebie wpadliśmy. – jak ja umiem przekręcać fakty, nie spodziewałam się tego po sobie, jednak jestem z Felixem rodzeństwem.
-Aha, no to przepraszam, po prostu tata się bał, że … a zresztą nie ważne. – machnęła ręką - Ale wiesz, w sumie, to powinnaś sobie znaleźć chłopaka.
-Ciekawe jak i kiedy?
-Dlaczego tak pytasz?
-No może dlatego, że nigdzie nie mogę wyjść, a każdy mój znajomy jest przez was płoszony, bo wy macie dziwną wyobraźnię. Jak tylko pozwolę sobie na chociażby spacer z nowym kolegą, żeby nie być sama i mieć jakiś znajomych, to od razu jest wielka afera. Mówisz, że Felix może jechać na wakacje na Hawaje z dziewczyną sam, gdzie nie wiadomo co się będzie z nimi działo, ale ja mimo iż też jestem pełnoletnia, to już na spacer wyjść nie mogę.
-Ależ oczywiście, że możesz, tylko po prostu odbieraj telefon i powiedz, gdzie jesteś. Żebyśmy się nie martwili.
-Gdybyście się martwili, to byście nie wyjeżdżali kiedy o to proszę, co zdarza się rzadko, bo wiem że musicie pracować, ale jednak czasem potrzebuję, żebyście byli w domu. I dalibyście mi wolną rękę, bo chyba już nie jeden raz udowodniłam, że wiem co robię. – przełknęłam ostatni kęs kanapki, napiłam się wody i wyszłam jeszcze na górę, bo przypomniało mi się, że mam w-f, a nie wzięłam żadnego stroju.
-Córeczko – mam złapała mnie za nadgarstek tuż przy drzwiach – zrozum, że po prostu się o ciebie martwimy, wiesz, że dzieją się różne rzeczy, a po ulicach chodzą dziwni ludzie. Ja cię akurat popieram, że musisz mieć własną przestrzeń i nie musisz się nam meldować, ale jednak wiesz, że zawsze będziesz ukochaną córeczką tatusia i on chce cię chronić, ja oczywiście też, ale nie chcę ci podcinać skrzydeł.
-To czemu się wczoraj nie odezwałaś? – puściła moją rękę.
-Bo nie chciałam pogarszać sprawy. – mamie posmutniały oczy na moje słowa, a ja zastanawiałam się dlaczego. Potem chwyciła się za ramię, zupełnie jakby ją zabolało, dziwne.
-Muszę iśc, bo się jeszcze spóźnię.
-Oczywiście, tak, jasne, idź, a tak w ogóle, to ten chłopak wygląda na miłego. – uśmiechnęła się delikatnie.
-Mamoo znów zaczynasz???
-No co? Lec już lepiej, bo się spóźnisz. – uśmiechnęła się, dała mi buziaka i wyszłam do szkoły.
Kiedy tak szłam w umówione miejsce przypomniały mi się jej słowa: „nie chciałam pogarszać sprawy”, o co w tym chodzi? Rany, mam nadzieję, że nie okaże się, że coś niedobrego się dzieje. A jak na złość, nie opuszcza mnie uczucie niepokoju. I jeszcze to ramię i jakoś nazbyt wesołe zachowanie. Muszę to wybadać. Rozmyślałam tak aż zobaczyłam Nialla machającego do mnie z dużego wana, który był chyba repliką wehikułu tajemnic ze Scooby’ego Doo. Jeny jakie oni mają pomysły. Uśmiechnęłam się i podeszłam do samochodu, z którego wyskoczył radosny Irlandczyk.
-Witaj Aga, dawno się nie widzieliśmy nie sądzisz? – oczywiście wyszczerz nie schodził mu z twarzy.
-Em, wiesz, że ostatnio widzieliśmy się wczoraj? I jeszcze pisaliśmy?
-No tak, wiem, ale nam przerwano te dwa razy.
-Właśnie, jeszcze raz cię za wszystko przepraszam, moja rodzinka jest dziwna.
-Nie jest dziwna tylko się o ciebie martwią.
-Mhm, jasne. – burknęłam pod nosem.
-Co mówisz? Wybacz nie słyszałem. – bo nie miałeś słyszeć.
-Nie, nic nie mówiłam, a dobra nie ważne, jedziemy? – rozbudziłam entuzjazm w sobie :D
-Jasne, wskakuj.
-A skąd wy macie ten wóz?
-Jak się ma takich kumpli można mieć cały świat.
Nic na te słowa nie powiedziałam tylko przytaknęłam kiwnięciem głowy, później przywitałam się z chłopakami i ruszyliśmy. Całą drogę się śmialiśmy i wygłupialiśmy. Po jakiś 10 minutach dojechaliśmy na miejsce. Louis, który prowadził został, żeby zaparkować, gdyż wysadził nas wygodnickich prawie że pod samymi drzwiami. Poczekaliśmy na niego, a potem weszliśmy do szkoły. Mieliśmy jeszcze 5 minut do dzwonka. Lou i Hazz oczywiście poszli do innych sal. Naszą pierwszą lekcją była chemia.
-Kochani, dziś będziemy przeprowadzać reakcję miedzi z kwasem siarkowym sześc. Przygotujcie swoje stanowiska i zabierzcie się do pracy. Opis znajdziecie na stronie 158 w podręczniku. – to powiedziawszy nauczycielka poszła do biurka i zaczęła sprawdzać obecność. Była ona tęgą blondynką o krótkich włosach, ubrana w granatowy żakiet i tego samego koloru spódnicę.
-Pamiętajcie, żeby ubrać okulary ochronne, fartuchy i rękawice.
-Oczywiście, bo my przecież zapominamy o tym na każdej lekcji. – Zayn burczał pod nosem.
-Czy coś się panu nie podoba, panie Malik? – nauczycielka uniosła brew.
-Ależ skąd, ja tylko przypominałem koleżance o pani słowach. – uśmiechnął się zawadiacko.
-No to dobrze, że tak się troszczysz o losy naszej nowej uczennicy.
Ja tylko miałam ochotę się zaśmiać na tę dziwną wymianę zdań.
-Oh, no moje ty biedactwo, uważaj, żebyś nie zapomniała gdzie co leży. – usłyszałam złośliwy głosik jakiejś dziewczyny przed nami.
Postanowiłam to zignorować, nie cierpię wdawać się w dyskusję z idiotami, a coś czuję, że ona się zalicza do tej grupy.
Następne lekcje mijały nam w miarę szybko, nie licząc historii, na której zasnęłam i dostałam uwagę. Nie moja wina, że gość przynudzał. Właśnie jest ostatnia lekcja. Jest nią matma. Oczywiście, przecież po siedmiu godzinach nudy można zrozumieć wyrażenia algebraiczne. Nie ważne, ja tylko odliczam minuty do dzwonka.
-Hej, Aga? – szepnął Niall.
-Hmmm… - przerwałam moje bazgrolenie w zeszycie. Zawsze tak robię jak się nudzę.
-Co robisz? Bo się nudzę.
-Czyli nie tylko ja.
-… i wtedy przenosimy „x” tu i możemy dalej … - nauczycielka dalej prowadziła swój monotonny wykład swoim skrzeczącym głosem.
-Kiedy to piekło się kończy? – spytałam i rozpaczliwie położyłam się na ławce.

-Za 3 … 2… 1… - dzwonek - teraz. – cała klasa zaczęła wychodzić, nie zwracając uwagi na babkę pod tablicą, która była równie czerwona jak dzwonek, który jej przerwał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz