PRZEPRASZAM, że wczoraj nie dodałam rozdziału, ale strasznie źle się czułam, na szczęście już mi lepiej i serio postaram się byc systematyczna :D
A TERAZ ZAPRASZAM NA CIĄG DALSZY PRZYGÓD AGI :D
A TERAZ ZAPRASZAM NA CIĄG DALSZY PRZYGÓD AGI :D
--------------------------------------------------------------------------------
Rano znów świeciło słońce. WOW Muszę uważać, bo się jeszcze przyzwyczaję
do tej pogody. Zaczęłam nasłuchiwać, czy ktoś w domu jest, czy też mam święty
spokój. Nie chcę się na nikogo natknąć, po wczorajszym. Nie ma mowy, nie będę
im mówic wszystkiego, oni tez mi nie mówią, a jak będzie trzeba to się
przeprowadzę do chłopaków. Haha, nie no żartuję. Usłyszałam brzęk talerzy. Nie
słyszałam wrzasków, lecz czy to możliwe, żeby na przykład była tylko mama? Jeśli
to tata, to ucieknę oknem, naprawdę.
Zwlekłam się z mojego kochanego, cieplutkiego i wygodnego łóżka i podeszłam do
szafy, z której wyciągnęłam ubrania. Potem weszłam do łazienki, a tam zrzuciłam
piżamę i od razu weszłam pod prysznic. Umyłam się jabłkowym żelem pod prysznic
i wyszłam otulona ręcznikiem. Zrobiłam lekki makijaż i ubrałam się, a efekt
końcowy był taki:
O jejku,
ciekawe, czy były jakieś zadania? W ogóle nie miałam do tego wczoraj głowy. A
co mnie to, coś się wymyśli. Machnęłam na to ręką i poszłam na dół razem z
torbą, żeby się już nie wracać. Kiedy zeszłam na dół poczułam zapach
naleśników. Mniam. Zobaczyłam, że mama krząta się w kuchni, a jednak. Ojca nie
było, uff. Jeśli jeszcze nie dostanę ochrzanu to ten ranek zaliczę do udanych.
-Cześć mamo.
-Cześć
skarbie. Jak się spało? – spytała radosna.
-Dobrze, a
coś ty taka szczęśliwa? Co? – trzeba stwarzać pozory bycia miłym, szczerze to
dzisiaj miałam ochotę na samotny dzień w moim łóżeczku, a jedyne co zmusiło
mnie do wyjścia z pod kołdry to szkoła i … NIALL, właśnie, przecież ma na mnie czekać.
-A co? Nie
mogę? – wyszczerzyła się unosząc jedną brew. Okeeej, zaczynam się trochę bać.
-Nie no,
jasne, że możesz, tak tylko pytam. – powiedziałam, po czym zaczęłam przeżuwać
pierwszy kęs kanapki.
-Oh, no
dobrze, powiem ci. A więc … Felix powiedział, że wyjeżdża na Hawaje ze swoją
dziewczyną!!! – i w tym momencie woda, którą akurat piłam została przeze mnie
całkowicie wypluta na stół. Oczywiście teraz musiałam to sprzątnąć.
-Co?! On ma
dziewczynę?! ON?!
-No a coś
nie tak? Przecież jest już i pełnoletni i ma pracę no i z resztą powinien już
coś myślec.
-Co? O czym?
– zrobiłam wielkie oczy.
-No o … eh,
sama wiesz.
-Nie, ale
uwierz, że nie chcę wiedziec co w tej chwili miałaś na myśli.
-Nie wiesz?
No myślałam, że kto jak kto, ale ty zrozumiesz o co chodzi. – uśmiechnęła się i
puściła mi oczko. No zbaraniałam, czemu akurat ja?
-A czemu
akurat ja mam to wiedziec? – spytałam podejrzliwie.
-No bo …
wiesz … no tak tata pomyślał, wiesz, jak tego chłopaka zobaczył, to … Yyy no
-Jeny, to
tylko kolega, a nie mój chłopak! – zaczyna się.
-No to czemu
tak późno wczoraj wróciłaś?
-Bo zajęcia
nam się przedłużyły, a poza tym poprosiłam go, żeby pokazał mi okolicę, gdyż
chciał mi wynagrodzić to, że oblał mnie wodą, bo na siebie wpadliśmy. – jak ja
umiem przekręcać fakty, nie spodziewałam się tego po sobie, jednak jestem z
Felixem rodzeństwem.
-Aha, no to
przepraszam, po prostu tata się bał, że … a zresztą nie ważne. – machnęła ręką
- Ale wiesz, w sumie, to powinnaś sobie znaleźć chłopaka.
-Ciekawe jak
i kiedy?
-Dlaczego
tak pytasz?
-No może
dlatego, że nigdzie nie mogę wyjść, a każdy mój znajomy jest przez was
płoszony, bo wy macie dziwną wyobraźnię. Jak tylko pozwolę sobie na chociażby
spacer z nowym kolegą, żeby nie być sama i mieć jakiś znajomych, to od razu
jest wielka afera. Mówisz, że Felix może jechać na wakacje na Hawaje z
dziewczyną sam, gdzie nie wiadomo co się będzie z nimi działo, ale ja mimo iż
też jestem pełnoletnia, to już na spacer wyjść nie mogę.
-Ależ
oczywiście, że możesz, tylko po prostu odbieraj telefon i powiedz, gdzie
jesteś. Żebyśmy się nie martwili.
-Gdybyście
się martwili, to byście nie wyjeżdżali kiedy o to proszę, co zdarza się rzadko,
bo wiem że musicie pracować, ale jednak czasem potrzebuję, żebyście byli w
domu. I dalibyście mi wolną rękę, bo chyba już nie jeden raz udowodniłam, że
wiem co robię. – przełknęłam ostatni kęs kanapki, napiłam się wody i wyszłam
jeszcze na górę, bo przypomniało mi się, że mam w-f, a nie wzięłam żadnego
stroju.
-Córeczko –
mam złapała mnie za nadgarstek tuż przy drzwiach – zrozum, że po prostu się o
ciebie martwimy, wiesz, że dzieją się różne rzeczy, a po ulicach chodzą dziwni
ludzie. Ja cię akurat popieram, że musisz mieć własną przestrzeń i nie musisz
się nam meldować, ale jednak wiesz, że zawsze będziesz ukochaną córeczką
tatusia i on chce cię chronić, ja oczywiście też, ale nie chcę ci podcinać
skrzydeł.
-To czemu
się wczoraj nie odezwałaś? – puściła moją rękę.
-Bo nie
chciałam pogarszać sprawy. – mamie posmutniały oczy na moje słowa, a ja
zastanawiałam się dlaczego. Potem chwyciła się za ramię, zupełnie jakby ją
zabolało, dziwne.
-Muszę iśc, bo
się jeszcze spóźnię.
-Oczywiście,
tak, jasne, idź, a tak w ogóle, to ten chłopak wygląda na miłego. – uśmiechnęła
się delikatnie.
-Mamoo znów
zaczynasz???
-No co? Lec
już lepiej, bo się spóźnisz. – uśmiechnęła się, dała mi buziaka i wyszłam do
szkoły.
Kiedy tak
szłam w umówione miejsce przypomniały mi się jej słowa: „nie chciałam pogarszać
sprawy”, o co w tym chodzi? Rany, mam nadzieję, że nie okaże się, że coś
niedobrego się dzieje. A jak na złość, nie opuszcza mnie uczucie niepokoju. I
jeszcze to ramię i jakoś nazbyt wesołe zachowanie. Muszę to wybadać.
Rozmyślałam tak aż zobaczyłam Nialla machającego do mnie z dużego wana, który
był chyba repliką wehikułu tajemnic ze Scooby’ego Doo. Jeny jakie oni mają
pomysły. Uśmiechnęłam się i podeszłam do samochodu, z którego wyskoczył radosny
Irlandczyk.
-Witaj Aga,
dawno się nie widzieliśmy nie sądzisz? – oczywiście wyszczerz nie schodził mu z
twarzy.
-Em, wiesz,
że ostatnio widzieliśmy się wczoraj? I jeszcze pisaliśmy?
-No tak,
wiem, ale nam przerwano te dwa razy.
-Właśnie,
jeszcze raz cię za wszystko przepraszam, moja rodzinka jest dziwna.
-Nie jest
dziwna tylko się o ciebie martwią.
-Mhm, jasne.
– burknęłam pod nosem.
-Co mówisz?
Wybacz nie słyszałem. – bo nie miałeś słyszeć.
-Nie, nic
nie mówiłam, a dobra nie ważne, jedziemy? – rozbudziłam entuzjazm w sobie :D
-Jasne,
wskakuj.
-A skąd wy
macie ten wóz?
-Jak się ma
takich kumpli można mieć cały świat.
Nic na te
słowa nie powiedziałam tylko przytaknęłam kiwnięciem głowy, później przywitałam
się z chłopakami i ruszyliśmy. Całą drogę się śmialiśmy i wygłupialiśmy. Po
jakiś 10 minutach dojechaliśmy na miejsce. Louis, który prowadził został, żeby zaparkować,
gdyż wysadził nas wygodnickich prawie że pod samymi drzwiami. Poczekaliśmy na
niego, a potem weszliśmy do szkoły. Mieliśmy jeszcze 5 minut do dzwonka. Lou i
Hazz oczywiście poszli do innych sal. Naszą pierwszą lekcją była chemia.
-Kochani,
dziś będziemy przeprowadzać reakcję miedzi z kwasem siarkowym sześc.
Przygotujcie swoje stanowiska i zabierzcie się do pracy. Opis znajdziecie na
stronie 158 w podręczniku. – to powiedziawszy nauczycielka poszła do biurka i
zaczęła sprawdzać obecność. Była ona tęgą blondynką o krótkich włosach, ubrana
w granatowy żakiet i tego samego koloru spódnicę.
-Pamiętajcie,
żeby ubrać okulary ochronne, fartuchy i rękawice.
-Oczywiście,
bo my przecież zapominamy o tym na każdej lekcji. – Zayn burczał pod nosem.
-Czy coś się
panu nie podoba, panie Malik? – nauczycielka uniosła brew.
-Ależ skąd,
ja tylko przypominałem koleżance o pani słowach. – uśmiechnął się zawadiacko.
-No to
dobrze, że tak się troszczysz o losy naszej nowej uczennicy.
Ja tylko
miałam ochotę się zaśmiać na tę dziwną wymianę zdań.
-Oh, no moje
ty biedactwo, uważaj, żebyś nie zapomniała gdzie co leży. – usłyszałam złośliwy
głosik jakiejś dziewczyny przed nami.
Postanowiłam
to zignorować, nie cierpię wdawać się w dyskusję z idiotami, a coś czuję, że ona
się zalicza do tej grupy.
Następne
lekcje mijały nam w miarę szybko, nie licząc historii, na której zasnęłam i
dostałam uwagę. Nie moja wina, że gość przynudzał. Właśnie jest ostatnia
lekcja. Jest nią matma. Oczywiście, przecież po siedmiu godzinach nudy można zrozumieć
wyrażenia algebraiczne. Nie ważne, ja tylko odliczam minuty do dzwonka.
-Hej, Aga? –
szepnął Niall.
-Hmmm… -
przerwałam moje bazgrolenie w zeszycie. Zawsze tak robię jak się nudzę.
-Co robisz?
Bo się nudzę.
-Czyli nie
tylko ja.
-… i wtedy
przenosimy „x” tu i możemy dalej … - nauczycielka dalej prowadziła swój
monotonny wykład swoim skrzeczącym głosem.
-Kiedy to
piekło się kończy? – spytałam i rozpaczliwie położyłam się na ławce.
-Za 3 … 2…
1… - dzwonek - teraz. – cała klasa zaczęła wychodzić, nie zwracając uwagi na
babkę pod tablicą, która była równie czerwona jak dzwonek, który jej przerwał.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz