za wiatrem hen

środa, 29 kwietnia 2015

ROZDZIAŁ 4 (CNCZKJ)






Skoro przeprosiłam Was już w poprzednim poście, to nie będę się powtarzac ;) A więc zapraszam na 4. rozdział opowiadania i naprawdę BARDZO PROSZĘ KOMENTUJCIE!!! :)
------------------------------------------------------
ROZDZIAŁ 4
-To jak? Może pójdziemy do nas? Lepiej się poznamy – tu Louis spojrzał na mnie.
-Okej. – wszyscy się zgodziliśmy i skierowaliśmy się w stronę domu chłopców.
-To wy mieszkacie razem? Tak w pięciu? – podniosłam brew pytając blondyna i szczerząc się cwaniacko.
-Tak. Razem … ale nie w tym sensie dziewczyno!!! – chłopak wyprostował ręce przed siebie i zaczął nimi machać, czyżby przerażony moimi myślami?
-A myślałam, że mieszkasz w tym bloku, wiesz, gdzie się spotkaliśmy – dodałam, kiedy ujrzałam jego niewyraźną minę.
-Ahaaa nie nie, ja tam tylko w przelocie wpadłem do koleżanki mamy, bo mnie prosiła, żebym wpadł i zobaczył czemu kran jej cieknie, bo ona uznała, że „nie będzie wzywać hydraulika, bo ma mnie i nie będzie bezsensownie wydawała pieniędzy” – powiedział Horanek przedrzeźniając jak mniemam głos owej kobiety – eh, ja się nawet na tym nie znam. Coś tam dokręciłem i jak przestało, to powiedziałem, że jest dobrze.
-Dobra już się tak nie bulwersuj – powiedziałam ze śmiechem – tylko dlaczego akurat rano?
-Bo uznała, iż to sprawa niecierpiąca zwłoki. Jak to usłyszałem, to pojechałem do niej jak najszybciej, bo głos miała taki jakby ktoś wisiał nad nią z siekierą, a jak przyjechałem na miejsce i się dowiedziałem, że chodzi o ten pieprzony kran to myślałem, że coś jej zrobię, bo nie zdążyłem zjeść mojego śniadania.
-Nialler, nie zanudzaj Agi swoimi opowieściami – skarcił go Zayn, który wpakował się razem z Perrie, która była temu przeciwna do samochodu blondyna, co się raczej właścicielowi pojazdu nie spodobało.
-To wcale nie jest nudne – stanęłam w obronie żarłoka – rozumiem, że musi się wygadać, odstresowac, wyżyc, sama nie raz tak mam.
-Mhm, jasne, nie nudne, eh. – Zayn przewrócił oczami, ale zaraz się ożywił - Ty Aga, to jak ty się „wyżywasz”? – brązowooki zrobił cudzysłów w powietrzu i poruszył brwiami z uśmieszkiem na mordce.
-Malik? Przypomnij mi dlaczego właściwie nie jedziesz swoim autem? – spytał zirytowany blondyn.
-Bo ktoś was musi pilnować – uśmiechnął się, ale gdy zobaczył spojrzenie Nialla w lusterku dodał – o rany no przecież wiesz, że jest u mechanika.
-A przypomnij mi dlaczego tam się znalazło?
Malik przez dłuższą chwilę mierzył Horana zimnym spojrzeniem zabójcy z przymrużonymi oczami, po czym wycedził przez zaciśnięte zęby:
-Bo się zagadałem i wjechałem w znak drogowy.
-No właśnie. – zakończył sprawę blondynek, na co my z Perrie wybuchnęłyśmy śmiechem patrząc na czerwonego ze złości Bad boya.
Przez resztę drogi rozmawialiśmy już normalnie, jednak Zayn wciąż się nie odzywał dalej mierząc wzrokiem Niallerka. Kiedy już dotarliśmy na miejsce brunet wysiadł jako pierwszy trzaskając drzwiami.
-Erh, on się czasem zachowuje jak dziecko – mruknęła Perrie pod nosem – sorry za niego Niall, pewnie i tak zaraz mu przejdzie – dziewczyna uśmiechnęła się przepraszająco i wysiadła z auta.
-Nie ma sprawy, w końcu z nim żyję – Niall opadł na siedzenie.
-A tak właściwie, to czemu mieszkacie razem, w piątkę, a nie osobno? – spytałam.
-Tak jakoś wyszło, poznaliśmy się 4 lata temu na kolonii i utrzymywaliśmy ze sobą kontakt i tak jakoś wyszło, że chcieliśmy potem chodzić do tej samej szkoły i wybraliśmy tą, ale przecież nie będą się całe nasze rodziny przeprowadzać no nie? No to uzbieraliśmy kasę i ta dam mamy taki domek.
-A rodzice nie mieli nic przeciwko, żeby pięciu takich chłopaków razem mieszkało?
-Niby jakich? Takich dziwnych? Na początku nie mieli, tylko później jak było coraz bliżej wyprowadzki to rozumiesz, zaczęły się komentarze mam, że „o jejku jejku a musisz?” oraz tatusiów „przecież musi się usamodzielnić”. Rozumiesz no nie?
-Tjaaa, u mnie było to samo.
-Jak to? Przecież mówiłaś, że przeprowadziłaś się z rodzicami? Masz jakieś rodzeństwo? – zainteresował się chłopak, a ja mentalnie fejspalmowałam na własną durnotę.
Kurcze, nie mogłam po prostu powiedziec, że rozumiem?  Ależ oczywiście, że nie, bo przemądra Aga musiała dorzucić swoje pięć groszy i dodać, że u niej było tak samo. SZLAG!!! Eh, dobra, trzeba z tego jakoś wybrnąć.
-Yyy … no tak mam – zaczęłam niepewnie – ale wolałabym na razie nie poruszać tego tematu. Okay?
-Spoko, jak nie chcesz to nie – wyszczerzył się przyjaźnie.
-Dzięki.
-Dobra, chodź, bo jeszcze nam wszystko zjedzą, a jestem strasznie głodny. – pomasował się po brzuchu. – No już już kochany, już idziemy. – czy on właśnie gadał ze swoim żołądkiem?!
-Czasami jesteś dziwny – zachichotałam.
-No co? Każdy ma swoje dziwactwa. Ciekawe jakie są twoje? – udawał obrażonego.
-Moje to pięciu chłopaków, których poznała dziś rano. – wystawiłam język, po czym zaśmialiśmy się oboje.
-Dobra śmieszku, wychodzimy, bo jeszcze przylecą sprawdzić, co nas zatrzymało.
Jak kazał, tak zrobiliśmy, tylko, że Niall miał już odpięte pasy, a ja nie, przez co kiedy zdążyłam się z nimi uporać on już otwierał mi drzwi, mówiąc „panie przodem”, kłaniając się i szczerząc, na co ja również odpowiedziałam roześmianym „dziękuję” i poszłam z blondynem, który już zdążył zamknąć za mną drzwi. A wracając do tematu domu, wyglądał prześlicznie, mniej więcej tak:

Się kurka wodna urządzili co nie? Przytulnie tu i okolica też wydaje się miła i sympatyczna. Chyba będę tu częstym bywalcem, zwłaszcza jeśli alternatywą będzie siedzenie w moim pustym domu. A właśnie! Przecież nie powiedziałam rodzicom gdzie jestem … chwilka, po co? I tak pewnie siedzą w pracy. Ugh jak mnie to denerwuje, ja rozumiem, że ważne jest mieć pracę, no ale ja też potrzebuję ciutek uwagi. To, że Felix ich olał i nie potrzebuje nie znaczy, że ze mną jest tak samo!
-Coś ty taka dziś zamyślona? – chłopak podniósł brew i uśmiechnął się łobuzersko.
-Co? A … tak sobie podziwiałam wasz domek, ładniutki – pokiwałam głową jak co najmniej światowej sławy krytyk.
-Mhm, jasne.
-No ale o co ci chodzi?
-O ten tramwaj co nie chodzi. – zaśmiał się dźwięcznie, kiedy zobaczył wyraz mojej zbaraniałej twarzy. Jeju serio muszę się ogarnąć, bo wychodzę na idiotkę.
Darowaliśmy sobie dalszą część rozmowy i dałam się pociągnąć rozchichranemu blondynowi do środka. Z zewnątrz robiło wrażenie, ale w środku to już … WOW. Jedno wielkie mega wow. Z jasnego przedpokoju wchodziło się od razu do salonu połączonego z kuchnią. Dalej, na wprost drzwi wejściowych były jakieś inne drzwi, przed którymi po prawej znajdowały się schody prowadzące na piętro. No strasznie fajnie tu mieli, a jak jeszcze ktoś taki dom wypełniał na przykład pięciu zwariowanych nastolatków ze swoimi dziewczynami do kompletu to już w ogóle klimat był i … no … po prostu nie czuło się tu tak jak u mnie, że jest się samym jak palec w może nawet większym domu. Właśnie tego nienawidziłam w moim miejscu zamieszkania.
-No wreszcie dotarliście na miejsce, już się baliśmy, że Niall cię zjadł i trawi – mrugnął do mnie Lou i szybko się odwrócił, gdy Irlandczyk obrzucił go groźnym spojrzeniem mówiącym „nie przeginaj i zamilcz, bo mnie wkurzasz”.
-Nie martw się. Umiem panować nad głodem – Horan dumnie wypiął pierś.
-A co? Nosisz Danio w kieszeni? – zakpił Harry na co wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Śmiałam się tak bardzo, że aż łezkę uroniłam.
-Ludzie! – Zayn próbował nas przekrzyczeć, gdy już sam się opanował po sucharze Loczka, czyli po około 10 minutach? A kto by to liczył, ważne, że jakimś cudem nas uciszył – Może oglądniemy jakiś horror, co?
-NIE!!! – chórem odezwały się wszystkie dziewczyny włączają w to i mnie.
-No ale dlaczego?
-BO NIE!!! – znów razem.
-Oho – Harry zabrał głos – Zayn nie łudź się. Przegrałeś z niepodważalnym argumentem kobiet. Auć!!! – pisnął, gdy posypał się na niego grad z poduszek zafundowany przez płeć piękną, natomiast ta przeciwna ryła się na podłodze, kanapie lub innym miejscu tego pokoju z poszkodowanego, który właśnie wyglądał wściekły zza kanapy. Oczywiście nie był wściekły, ale wszyscy zaczęliśmy się trząść ze „strachu”, po tym jak powiedział to legendarne słowo „foch”. Aż grozą powiało. (szarkażm XD)
Po pewnych sporach co do filmu, wszyscy zgodnie ustaliliśmy, że najlepiej obejrzeć komedię. Dobra, szczerze? Znudziło  mi się już po 10 minutach. Nie zbyt lubię komedie, żebym na nich wytrzymała to muszą być naprawdę dobre, a ta była po prostu żenująca. Wystarczyło się rozejrzeć po twarzach zebranych, by wiedziec, że puszczanie tego, co akurat leciało w telewizji nie było dobrym pomysłem. Spojrzałam na zegarek. Co?! Już 20.30?! Kurczę, trza brać dupę na chałupę.
-Ej, czy tylko mi się to wydaję żenujące? – Loczek wypowiedział na głos moje myśli, a wszyscy się z nim zgodziliśmy i wyłączyliśmy to pudło.
-Ja już się będę zbierać. Cześć chłopaki i dziewczyny. – wzięłam swe rzeczy i uściskałam każdego.
-Poczekaj,  odprowadzę cię. – podszedł do mnie Niall.
-Nie trzeba, nie musisz – odwzajemniłam gest.
-Wiem, ale chcę. – wyszczerz na jego mordce się powiększył. No cóż, nie wygram z nim.
-No okay. – poddałam się.
Z resztą i tak już za mną szedł. Szliśmy sobie i rozmawialiśmy, ale nagle oboje dostaliśmy jakiejś chorej głupawki i Niall widząc, że ledwo idę stwierdził, iż zrobi dobry uczynek i poniesie mnie na barana. Miło z jego strony, tylko szkoda, że wylądowaliśmy parę metrów dalej na trawie wciąż śmiejąc się jak wariaci. Nawet ludzie patrzyli, ale mieliśmy to gdzieś. Kiedy już nam przeszło poszliśmy w stronę mojego domu. Tam jednak czekała mnie niespodzianka. Ktoś powie, że fajnie, ale ja powiem nie, gdyż tą niespodzianką byli nieźle wkurzeni rodzice, którzy zaczęli na mnie krzywo patrzeć, gdy tylko znalazłam się w ich polu widzenia. A jednak fajna była tylko środkowa część tego dnia. Jupi, Aga, szykuj się na kazanie. Szybko pożegnałam Nialla, a on tylko powiedział „dobry wieczór” i już go nie było. Wzięłam głęboki oddech i poszłam w stronę rodziców.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz