za wiatrem hen

piątek, 27 listopada 2015

ROZDZIAŁ 7 - CNCZKJ

NOWY ROZDZIAŁ KOCHANI  :-*

--------------------------------------------------------------------------------------

-No to gdzie dzisiaj idziemy? Do nas, czy na miasto? – spytał Tommo, kiedy staliśmy już całą paczką przed szkołą.
-Ja to raczej z wami nigdzie nie idę. – powiedziałam, czym wszystkich zdziwiłam, czyżby Niall im nie mówił? Miło z jego strony.
-A czemu? Obraziłaś się na nas, czy jak? – spytała Eleanor niby ze smutkiem, ale potem na jej twarz wdarł się uśmiech.
-Po prostu nie mogę. Mama prosiła mnie, żebym jej w czymś pomogła i muszę wracać zaraz po szkole.
-Serio? Nawet na kawę z nami nie skoczysz? – zapytała Perrie.
-Przykro mi, ale nie mogę. Eh, może jutro co? – spytałam z nadzieją.
-Jasne, pewnie że możemy, szkoda, że nie dziś, ale okay. – blondynka uśmiechnęła się.
-Szkoda, że nie dasz rady. – powiedział Harry – no to co ludzie? Idziemy opłakiwać tą stratę.
-Ja jeszcze chwilę pogadam z Agą. – odezwał się Niall.
-Dobra, jakby co to idziemy do Sweet Dreams*.
-Okay.
-CZEŚC. – pożegnali się, a my z blondynem zostaliśmy sami.
-Tooo, o czym chciałeś ze mną pogadać? – spytałam.
-Po prostu jakoś wcześniej nie mieliśmy okazji pogadać tak na spokojnie, a chciałem spytać, czy bardzo ci się przeze mnie oberwało? – na jego twarzy można było dostrzec troskę.
-Eh Niall, tłumaczyłam ci to już.
-To wytłumacz jeszcze raz.
- Ale Niall, co tu tłumaczyć, przyszłam do domu, ojciec się po mnie wydarł, ja po nim, potem go olałam i poszłam do pokoju, a potem popisaliśmy i przyszła mama, udawałam, że śpię, a potem serio zasnęłam. To wszystko. Ile razy mam ci to tłumaczyć?
-Tyle ile będzie trzeba. Po prostu mam nieodparte wrażenie, że to wszystko moja wina.
-Ale co ma być twoją winą Niall?
-Twoje problemy z rodzicami.
-Hahahahahahaha.
-Nie śmiej się, mówię poważnie.
-Niall, moje problemy z rodzicami nie są twoją winą, one nie są niczyją winą, one po prostu były, są i obawiam się, że zawsze będą, ale zapamiętaj raz na zawsze: ONE NIE SĄ TWOJĄ winą.
-Przepraszam, po prostu się martwię.
-Ale nie masz o co. Eh, lec już lepiej, bo się spóźnisz. – uśmiechnęłam się.
-Eh, szczerze to jak nie idziesz to jakoś nie mam ochoty.
-No idź, może jutro mi się uda – puściłam mu oczko.
-No dobrze, ale robię to tylko dla ciebie. – również puścił mi oczko i każde z nas poszło w swoją stronę.
Wyjęłam słuchawki, włożyłam je do uszu i puściłam muzykę. Idąc podziwiałam Londyn i w duchu cieszyłam się, że jak jechałam z Niallem, to patrzyłam za okno, bo inaczej nie wiedziałbym, gdzie mam iśc, by wrócić do domu. Na dworze słońce przysłoniło chmury i zrobiła się trochę szarawo. Mam nadzieję, że nie spadnie deszcz, bo nie mam parasola, a skoro jechałam do szkoły jakieś 10 minut, to pieszo mam prawie pół godziny. Kurczę, trochę długo. No nic, trudno. Musiałam to zrobic, żeby tata się nie czepiał, przy okazji może uda mi się wyciągnąć od mamy co znaczyło to „nie chcę pogarszać sytuacji”.
Eh, cały czas mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Nie mogę pozbyć się tego wrażenia. Oglądałam się za siebie kilka razy, ale jakoś nic podejrzanego nie rzuciło mi się w oczy.
Dobra, gdzie ja właściwie jestem, tego miejsca nie poznaję. Chyba się zgubiłam. Nie przejeżdżaliśmy koło jakiś budynków z rozbitymi szybami. Kurczę trzeba było z nimi jechać, co mnie pokusiło?
-Hej piękna. Co taka dziewczyna jak ty robi w takim miejscu co?
Akurat wyjmowałam słuchawki z uszu i stanęłam jak wryta, kiedy to usłyszałam, a jak na złość nie było tu nikogo oprócz mnie, więc to na pewno było do mnie i nikt mi nie pomoże.
-Co tak nic nie mówisz? Nie potrafisz, czy nie chcesz? - muszę coś zrobic, ale nie wiedziałam co.
Odwróciłam się. Kiedy to zrobiłam ujrzałam przed sobą wyższego ode mnie chłopaka z kapturem na głowie tak że wystawały mu włosy. Ich kolor to ciemny blond. Miałam wrażenie, że skądś go znam, ale … no tak. Alex.
-Aga? Nie wierzę, co ty tu robisz? To raczej nie jest miejsce dla ciebie, co? – jakiś dziwnie miły.
-Idę, nie widać? A właściwie, to skąd ty znasz moje imię co?! – dobra, może trochę za ostro, ale zawsze tak mam, jak czuję się nie komfortowo, a tak się teraz czułam.
-No i po co ta agresja kochanie?
-Nie mów do mnie kochanie tylko odpowiedz.
-Przecież mam język w gębie i umiem się spytać Felixa od kogo oberwał.
-No nie mogę uwierzyć, nie nazwałeś go Dangerem. Niesamowite.
-Po pierwsze, ponieważ mi wolno. Po drugie, nie ironizuj mi tu kochanie, bo się to dla ciebie źle skończy.
-Nie będziesz mi stawiał warunków i NIE MÓW DO MNIE KOCHANIE.
-Sorry lala, ale jesteś na moim terenie i to ja ustalam zasady.
-Terenie? A przepraszam bardzo, ale wydaje mi się, że jest to teren Londynu.
-Tak, ale jest to mój kawałek Londynu.
-A od kiedy? I kto go tak nazwał? Nie widziałam tabliczki informacyjnej.
-To już nie twój interes, dobrze ci radzę, przestań się tak zachowywać, bo ja próbuję być miły i cię chronić, ale jak widać do ciebie nie dociera, że jesteś w niebezpieczeństwie.
-Jakim niebezpieczeństwie, co ty pieprzysz?
-Aktualnie nic. – zadziorny uśmieszek wdarł się na jego usta. – Ale chciałbym ciebie.
-Dobra nieważne, powiedz mi lepiej jak mam opuścić ten „twój teren”? – teraz zaczynam się trochę bać. Ja jeszcze tego nie chcę i na pewno nie z nim.
-Czyżbyś miała mnie dość? – zaczął się do mnie zbliżać, a moje serce zaczęło bić ciut szybciej.
-Mam cię dość od dnia, w którym cię spotkałam.
-A wiesz słońce, że to było wczoraj? – uśmiechnął się i odgarnął kosmyk włosów, który opadł mi na twarz, a jego usta znalazły się niebezpiecznie blisko moich.
-ALEEEX! CO TY KURWA ODPIERDZIELASZ?! – natychmiast się ode mnie odsunął i odwrócił w stronę, z której dobiegał głos chłopaka z papierosem, aha Peciarz.
Wykorzystałam okazję i zaczęłam biec przed siebie. Może mnie nie zauważył, był dość daleko, a mnie zasłaniał Alex. Kurka już wiem, po co są lekcje w-f. Biegłam przed siebie nie oglądając się. Mam nadzieję, że nie podążają za mną. Po pewnym czasie wybiegłam z tej dziwnej uliczki. Aha, czyli, że „jego teren” to tak naprawdę teren Felixa i jego paczki, jeśli można to paczką nazwać. Tu już mniej więcej kojarzyłam drogę i postanowiłam patrzyć przed siebie. Już pewniejszym krokiem ruszyłam do domu.
Po kilku minutach takiego spaceru wreszcie weszłam na moją ulicę i za chwilę otwierałam drzwi mojego własnego domu.
-O, cześć kochanie. Nie miałaś być troszkę wcześniej? – przywitała mnie mama.
-Tak miałam, ale zabłądziłam trochę i szukałam jak wrócić do własnego domu haha.
-Oh czyżby twój chłoptaś już cię wykorzystał i zostawił? – dopiero teraz w polu mojego widzenia pojawił się ojciec i mój humor uległ drastycznemu pogorszeniu.
-Wyobraź sobie, że nie. Przychodzę późno źle, przychodzę wcześniej też źle, to może się określ, o której mam przychodzić co?
-Nie tym tonem Aniela.
-Robert spokojnie. – mama położyła rękę na jego ramieniu, ale zaraz ją strącił, a ona usiadła na kanapie.
Przez jakiś czas mierzyliśmy się wzrokiem. Oboje byliśmy wściekli i nawet nie dało się tego ukryć. Rany kiedy on się zmienił w kogoś takiego? Nie poznaję go, jest zupełnie inny niż w Polsce. A może i tam taki był, tylko ja niczego nie zauważyłam?
-Posłuchaj Aniela, za tydzień ja i mama wyjeżdżamy do Japonii i nie będzie nas około miesiąca. Lepiej dla ciebie, żebym znalazł cię tutaj za ten miesiąc i nie znalazł ani śladu jakiejś imprezki, uwierz mi na słowo, że jeśli coś się tu zmieni, to nie będzie przyjemnie.
Dokładnie pamiętam ten wzrok. Patrzył na mnie jak nie wiem na co. Nie wiem o co mu chodziło, ale w tamtym momencie zaczęłam się go nawet trochę bać, nie okazałam tego, ale naprawdę coś wtedy we mnie pękło i zrozumiałam, że muszę się od nich odciąć szybciej niż planowałam. Zaraz jak wyjadą zaczynam szukać mieszkania.
-Rozumiesz, co do ciebie mówię?
-Tak, czy mogę iśc do pokoju i zrobic zadania? – chciałam już stamtąd wyjść i zamknąć się u siebie i to najlepiej na klucz.
-Oczywiście, że możesz, tylko najpierw jeszcze zjedz obiad, bo mama ugotowała pyszną zupę.- uśmiechną się tak miło, że gdyby ktoś teraz wszedł nawet nie mógłby przypuszczać jaki był jeszcze chwilę temu.
-Okay. – w tym momencie zadzwonił jego telefon.
-Przepraszam – powiedział i poszedł do przedpokoju. – Halo? … Tak … Tak … Już? … W tym momencie? … Aha … No dobra … Dobra … Zaraz będę … No pa. – za chwilę ponownie wszedł do salonu. – Przepraszam sprawy służbowe, Gary chce, żebym przyjechał jak najszybciej, więc muszę iśc. Nie czekajcie, nie wiem kiedy wrócę. Paa. – chwycił klucze i wyszedł.
Nie wiedziałam o co chodzi, on jest jakiś dziwny odkąd tu przylecieliśmy. Przecież normalny człowiek nie ma takiego wahania nastrojów no nie?
-Mamo? O co tu chodzi,  czemu tata się tak dziwnie zachowuje?
-Ja nie wiem córeczko, naprawdę, chodź zjedz obiad i idź robić te lekcje, żeby ci jakoś w tej szkole szło no nie? – dopiero teraz zauważyłam, że ma na ramieniu siniaka? Czyżby ojciec jej to zrobił? Mam nadzieję, że się mylę.
-Co ci się stało w rękę? – spojrzała na swoje ramię.
-A, to? To nic, uderzyłam się o lodówkę jak wyciągałam warzywa, nic takiego. Do wesela się zagoi. – uśmiechnęła się.
-Mamo, przestań udawać, że jest dobrze, ja mam oczy i widzę, że dzieje się coś niedobrego. Mam 19 lat, możesz mi powiedziec, co się dzieje.
-Ale przecież nic się nie dzieje, ja …
-Mamo. – spojrzałam na nią wymownie, niech mi nie wciska kitu, ja wiem, że coś jest nie tak.
-Eh, no dobrze, tata od jakiegoś czasu dziwnie się zachowuje. Najpierw jest wściekły, a zaraz potem miły, czego z resztą mogłaś być świadkiem przed kilkoma minutami. Naprawdę nie wiem, co ma taki wpływ na jego zachowanie, ale wiem jedno, że lepiej go nie drażnić. – zrobiła przerwę, widziałam, że ciężko jej o tym mówic, ale musi mi powiedziec wszystko co wie, jeśli mam jej pomóc, poza tym … przecież ona mówi o nim jak o jakimś dzikim zwierzęciu.
-I co? To wszystko?
-Na razie tak, szczerze, to stresuję się tym wyjazdem do Japonii.
-Dlaczego?
-Sama nie wiem. Niby jedziemy oddzielnie, ale to niczego nie zmienia. Jak będzie wściekły i będzie chciał się wywrzeszczeć, to pewnie i tak przyjdzie z problemem do mnie.
-Jak to oddzielnie? Przecież wy pracujecie razem nie?
-Kiedyś tak, ale poprosiłam o oddzielenie naszych stanowisk. On często był zdenerwowany i przeszkadzał mi w pracy, a nad tymi papierkami trzeba się skupić. Wolałabym jechać gdzie indziej niż on, ale niestety. Tego już mi się nie udało załatwić.
-Aha. Nie wiem, co mam  myślec.
-Ja też nie, właśnie dlatego nie chciałam cię martwic. Masz swoje problemy i musisz się nimi zając. Mam nadzieję, że pod naszą nieobecnośc rozwiniesz trochę skrzydła.
-Oby. – w tym momencie dostałam smsa.
-Uuu. Ktoś tu się do ciebie dobija. – uśmiechnęła się. – No już idź. Ja pójdę zrobic zakupy. – mrugnęła, wzięła sweter i torebkę i wyszła.
Ja w tym czasie postanowiłam odczytać smsa.
Od: Debil (brat):
Czego dziś u nas szukałaś? Mało masz problemów? Nie martw się będzie ich więcej i to już nie długo. To dopiero początek.

Czytałam to jakieś 5 razy, a moja reakcja nadal brzmiała „WTF”. O co mu chodzi? Jakie problemy? Chyba trzeba się na coś przygotować. Ej, chwila, to przecież zastraszanie, no nie? Kurde chyba trzeba iśc z tym na policję … a dobra, to tylko mój braciszek. Chyba nie może być aż tak źle. … Chyba …

sobota, 21 listopada 2015

ROZDZIAŁ 6 CNCZKJ

PRZEPRASZAM, że wczoraj nie dodałam rozdziału, ale strasznie źle się czułam, na szczęście już mi lepiej i serio postaram się byc systematyczna :D
A TERAZ ZAPRASZAM NA CIĄG DALSZY PRZYGÓD AGI :D
--------------------------------------------------------------------------------

Rano znów świeciło słońce. WOW Muszę uważać, bo się jeszcze przyzwyczaję do tej pogody. Zaczęłam nasłuchiwać, czy ktoś w domu jest, czy też mam święty spokój. Nie chcę się na nikogo natknąć, po wczorajszym. Nie ma mowy, nie będę im mówic wszystkiego, oni tez mi nie mówią, a jak będzie trzeba to się przeprowadzę do chłopaków. Haha, nie no żartuję. Usłyszałam brzęk talerzy. Nie słyszałam wrzasków, lecz czy to możliwe, żeby na przykład była tylko mama? Jeśli to tata, to ucieknę oknem, naprawdę. 
Zwlekłam się z mojego kochanego, cieplutkiego i wygodnego łóżka i podeszłam do szafy, z której wyciągnęłam ubrania. Potem weszłam do łazienki, a tam zrzuciłam piżamę i od razu weszłam pod prysznic. Umyłam się jabłkowym żelem pod prysznic i wyszłam otulona ręcznikiem. Zrobiłam lekki makijaż i ubrałam się, a efekt końcowy był taki:


O jejku, ciekawe, czy były jakieś zadania? W ogóle nie miałam do tego wczoraj głowy. A co mnie to, coś się wymyśli. Machnęłam na to ręką i poszłam na dół razem z torbą, żeby się już nie wracać. Kiedy zeszłam na dół poczułam zapach naleśników. Mniam. Zobaczyłam, że mama krząta się w kuchni, a jednak. Ojca nie było, uff. Jeśli jeszcze nie dostanę ochrzanu to ten ranek zaliczę do udanych.
-Cześć mamo.
-Cześć skarbie. Jak się spało? – spytała radosna.
-Dobrze, a coś ty taka szczęśliwa? Co? – trzeba stwarzać pozory bycia miłym, szczerze to dzisiaj miałam ochotę na samotny dzień w moim łóżeczku, a jedyne co zmusiło mnie do wyjścia z pod kołdry to szkoła i … NIALL, właśnie, przecież ma na mnie czekać.
-A co? Nie mogę? – wyszczerzyła się unosząc jedną brew. Okeeej, zaczynam się trochę bać.
-Nie no, jasne, że możesz, tak tylko pytam. – powiedziałam, po czym zaczęłam przeżuwać pierwszy kęs kanapki.
-Oh, no dobrze, powiem ci. A więc … Felix powiedział, że wyjeżdża na Hawaje ze swoją dziewczyną!!! – i w tym momencie woda, którą akurat piłam została przeze mnie całkowicie wypluta na stół. Oczywiście teraz musiałam to sprzątnąć.
-Co?! On ma dziewczynę?! ON?!
-No a coś nie tak? Przecież jest już i pełnoletni i ma pracę no i z resztą powinien już coś myślec.
-Co? O czym? – zrobiłam wielkie oczy.
-No o … eh, sama wiesz.
-Nie, ale uwierz, że nie chcę wiedziec co w tej chwili miałaś na myśli.
-Nie wiesz? No myślałam, że kto jak kto, ale ty zrozumiesz o co chodzi. – uśmiechnęła się i puściła mi oczko. No zbaraniałam, czemu akurat ja?
-A czemu akurat ja mam to wiedziec? – spytałam podejrzliwie.
-No bo … wiesz … no tak tata pomyślał, wiesz, jak tego chłopaka zobaczył, to … Yyy no
-Jeny, to tylko kolega, a nie mój chłopak! – zaczyna się.
-No to czemu tak późno wczoraj wróciłaś?
-Bo zajęcia nam się przedłużyły, a poza tym poprosiłam go, żeby pokazał mi okolicę, gdyż chciał mi wynagrodzić to, że oblał mnie wodą, bo na siebie wpadliśmy. – jak ja umiem przekręcać fakty, nie spodziewałam się tego po sobie, jednak jestem z Felixem rodzeństwem.
-Aha, no to przepraszam, po prostu tata się bał, że … a zresztą nie ważne. – machnęła ręką - Ale wiesz, w sumie, to powinnaś sobie znaleźć chłopaka.
-Ciekawe jak i kiedy?
-Dlaczego tak pytasz?
-No może dlatego, że nigdzie nie mogę wyjść, a każdy mój znajomy jest przez was płoszony, bo wy macie dziwną wyobraźnię. Jak tylko pozwolę sobie na chociażby spacer z nowym kolegą, żeby nie być sama i mieć jakiś znajomych, to od razu jest wielka afera. Mówisz, że Felix może jechać na wakacje na Hawaje z dziewczyną sam, gdzie nie wiadomo co się będzie z nimi działo, ale ja mimo iż też jestem pełnoletnia, to już na spacer wyjść nie mogę.
-Ależ oczywiście, że możesz, tylko po prostu odbieraj telefon i powiedz, gdzie jesteś. Żebyśmy się nie martwili.
-Gdybyście się martwili, to byście nie wyjeżdżali kiedy o to proszę, co zdarza się rzadko, bo wiem że musicie pracować, ale jednak czasem potrzebuję, żebyście byli w domu. I dalibyście mi wolną rękę, bo chyba już nie jeden raz udowodniłam, że wiem co robię. – przełknęłam ostatni kęs kanapki, napiłam się wody i wyszłam jeszcze na górę, bo przypomniało mi się, że mam w-f, a nie wzięłam żadnego stroju.
-Córeczko – mam złapała mnie za nadgarstek tuż przy drzwiach – zrozum, że po prostu się o ciebie martwimy, wiesz, że dzieją się różne rzeczy, a po ulicach chodzą dziwni ludzie. Ja cię akurat popieram, że musisz mieć własną przestrzeń i nie musisz się nam meldować, ale jednak wiesz, że zawsze będziesz ukochaną córeczką tatusia i on chce cię chronić, ja oczywiście też, ale nie chcę ci podcinać skrzydeł.
-To czemu się wczoraj nie odezwałaś? – puściła moją rękę.
-Bo nie chciałam pogarszać sprawy. – mamie posmutniały oczy na moje słowa, a ja zastanawiałam się dlaczego. Potem chwyciła się za ramię, zupełnie jakby ją zabolało, dziwne.
-Muszę iśc, bo się jeszcze spóźnię.
-Oczywiście, tak, jasne, idź, a tak w ogóle, to ten chłopak wygląda na miłego. – uśmiechnęła się delikatnie.
-Mamoo znów zaczynasz???
-No co? Lec już lepiej, bo się spóźnisz. – uśmiechnęła się, dała mi buziaka i wyszłam do szkoły.
Kiedy tak szłam w umówione miejsce przypomniały mi się jej słowa: „nie chciałam pogarszać sprawy”, o co w tym chodzi? Rany, mam nadzieję, że nie okaże się, że coś niedobrego się dzieje. A jak na złość, nie opuszcza mnie uczucie niepokoju. I jeszcze to ramię i jakoś nazbyt wesołe zachowanie. Muszę to wybadać. Rozmyślałam tak aż zobaczyłam Nialla machającego do mnie z dużego wana, który był chyba repliką wehikułu tajemnic ze Scooby’ego Doo. Jeny jakie oni mają pomysły. Uśmiechnęłam się i podeszłam do samochodu, z którego wyskoczył radosny Irlandczyk.
-Witaj Aga, dawno się nie widzieliśmy nie sądzisz? – oczywiście wyszczerz nie schodził mu z twarzy.
-Em, wiesz, że ostatnio widzieliśmy się wczoraj? I jeszcze pisaliśmy?
-No tak, wiem, ale nam przerwano te dwa razy.
-Właśnie, jeszcze raz cię za wszystko przepraszam, moja rodzinka jest dziwna.
-Nie jest dziwna tylko się o ciebie martwią.
-Mhm, jasne. – burknęłam pod nosem.
-Co mówisz? Wybacz nie słyszałem. – bo nie miałeś słyszeć.
-Nie, nic nie mówiłam, a dobra nie ważne, jedziemy? – rozbudziłam entuzjazm w sobie :D
-Jasne, wskakuj.
-A skąd wy macie ten wóz?
-Jak się ma takich kumpli można mieć cały świat.
Nic na te słowa nie powiedziałam tylko przytaknęłam kiwnięciem głowy, później przywitałam się z chłopakami i ruszyliśmy. Całą drogę się śmialiśmy i wygłupialiśmy. Po jakiś 10 minutach dojechaliśmy na miejsce. Louis, który prowadził został, żeby zaparkować, gdyż wysadził nas wygodnickich prawie że pod samymi drzwiami. Poczekaliśmy na niego, a potem weszliśmy do szkoły. Mieliśmy jeszcze 5 minut do dzwonka. Lou i Hazz oczywiście poszli do innych sal. Naszą pierwszą lekcją była chemia.
-Kochani, dziś będziemy przeprowadzać reakcję miedzi z kwasem siarkowym sześc. Przygotujcie swoje stanowiska i zabierzcie się do pracy. Opis znajdziecie na stronie 158 w podręczniku. – to powiedziawszy nauczycielka poszła do biurka i zaczęła sprawdzać obecność. Była ona tęgą blondynką o krótkich włosach, ubrana w granatowy żakiet i tego samego koloru spódnicę.
-Pamiętajcie, żeby ubrać okulary ochronne, fartuchy i rękawice.
-Oczywiście, bo my przecież zapominamy o tym na każdej lekcji. – Zayn burczał pod nosem.
-Czy coś się panu nie podoba, panie Malik? – nauczycielka uniosła brew.
-Ależ skąd, ja tylko przypominałem koleżance o pani słowach. – uśmiechnął się zawadiacko.
-No to dobrze, że tak się troszczysz o losy naszej nowej uczennicy.
Ja tylko miałam ochotę się zaśmiać na tę dziwną wymianę zdań.
-Oh, no moje ty biedactwo, uważaj, żebyś nie zapomniała gdzie co leży. – usłyszałam złośliwy głosik jakiejś dziewczyny przed nami.
Postanowiłam to zignorować, nie cierpię wdawać się w dyskusję z idiotami, a coś czuję, że ona się zalicza do tej grupy.
Następne lekcje mijały nam w miarę szybko, nie licząc historii, na której zasnęłam i dostałam uwagę. Nie moja wina, że gość przynudzał. Właśnie jest ostatnia lekcja. Jest nią matma. Oczywiście, przecież po siedmiu godzinach nudy można zrozumieć wyrażenia algebraiczne. Nie ważne, ja tylko odliczam minuty do dzwonka.
-Hej, Aga? – szepnął Niall.
-Hmmm… - przerwałam moje bazgrolenie w zeszycie. Zawsze tak robię jak się nudzę.
-Co robisz? Bo się nudzę.
-Czyli nie tylko ja.
-… i wtedy przenosimy „x” tu i możemy dalej … - nauczycielka dalej prowadziła swój monotonny wykład swoim skrzeczącym głosem.
-Kiedy to piekło się kończy? – spytałam i rozpaczliwie położyłam się na ławce.

-Za 3 … 2… 1… - dzwonek - teraz. – cała klasa zaczęła wychodzić, nie zwracając uwagi na babkę pod tablicą, która była równie czerwona jak dzwonek, który jej przerwał.

czwartek, 12 listopada 2015

CNCZKJ ROZDZIAŁ 5

WITAJCIE KOCHANI I PRZEPRASZAM ZA NIEOBECNOŚC
JUŻ POSTARAM SIĘ BYC OBECNA A TEEEERAAAAZ ZAPRASZAM SERDECZNIE NA NOWIUTKI ROZDZIAŁ (specjalnie dla jednej czytelniczki, która pomogła mi tu wrócic, dzięki kochana) MIŁEGO CZYTANIA
----------------------------------------
-Gdzie ty do cholery się podziewałaś?! – tata właśnie rozpoczął swoją tyradę, ugh - Nawet nie wiesz jak się z mamą martwiliśmy o ciebie! Szukaliśmy, pytaliśmy, ale nikt cię nie widział! Dzwoniliśmy, pisaliśmy, a ty co?! NIC! Nawet nie chciało ci się odebrać! A zamiast chociaż dać znak życia to szlajasz się gdzieś z jakimś chłoptasiem?!
-Rozładował mi się telefon.
 Tak właściwie to wcale się nie rozładował, ale nie powiem im, że wyciszyłam, bo będą komentarze typu „kupiliśmy ci go po to by móc się z tobą skontaktować” i ble ble ble, erh, czemu zawsze jak ich potrzebuję to ich nie ma, a jak chcę chwilę wolności to mi się za to dostaje? Ja mam 19 lat kurde! Heloł, ja praktycznie powinnam mieć własne mieszkanie, a nie spowiadać im się ze wszystkiego! Jakoś nigdy tak o tym nie myślałam, ale coraz częściej utwierdzam się w przekonaniu, że Felix jednak wiedział co robi, oczywiście mam na myśli wyprowadzkę, a nie używki.
-A tak  w ogóle to … ! – ojciec już mi groził palcem. O rany, no trzęsę się ze strachu. Darł się po mnie już nie raz i nie dam się tak łatwo zastraszyć, nie jestem już 5-latką która ryczy, bo się rodzice wkurzyli.
-Robert uspokój się – bąknęła moja mama.
-Nie uspokoję się póki mi nie powie gdzie była!

-A tak w ogóle to mam 19 lat! Słyszysz, więc po pierwsze jestem pełnoletnia! Po drugie mogę chodzić tam, gdzie mi się żywnie podoba! Po trzecie nie muszę się wam spowiadać! A po czwarte zapamiętajcie sobie, że ja do cholery nie jestem Felixem!!! – ostatnie zdanie wywrzeszczałam wręcz ze wszystkich sił, po czym nie dając ojcu dojść do słowa pobiegłam na górę do mojego pokoju i zamknęłam się w nim.
Wyglądał on mniej więcej tak:


Od razu jak tu weszłam rzuciłam się na łóżko ze łzami w oczach. Nie wiem czemu. Kolejny raz nie wiem po co ja w ogóle ryczę. Kurcze normalni ludzie w takich sytuacjach zadzwoniliby do swojej BFF i pogadali i byłoby lepiej, ja też tak w sumie mogłam zrobić, ale jeden szczególik mi zawadzał. Jaki? Taki, że ja już nie mam BFF, ja w ogóle nikogo takiego nie mam. Mam nadzieję, że teraz wśród chłopaków znajdę zrozumienie i może zakumpluję się z dziewczynami? A może tu uda mi się znaleźć jakąś prawdziwą przyjaciółkę? Nie wiem. Prawda jest taka, że ja nic nie wiem i boję się przyszłości.
Stwierdziłam, że muszę przestać się nad sobą rozczulać, więc wzięłam piżamę i poszłam się umyć do łazienki, która na szczęście była w moim pokoju (za drzwiami widocznymi na zdjęciu). Nalałam wody do wanny i weszłam do niej, dolewając uprzednio mojego ulubionego olejku do kąpieli. Właśnie dlatego kocham kąpiele, bo wtedy wszystkie moje złości znikają, zostają tylko przyjemne myśli, a w ciepłej wodzie mój mózg łatwiej tworzy życiowe historie zakończone happy endem. Zostaje tylko relaks. Po chyba jakiejś pół godzinie domyłam się i wyciągnęłam korek. Wyszłam z wanny, wytarłam się, a w swoje ciało wtarłam balsam o zapachu wanilii. Mmmm uwielbiam go. Potem na siebie narzuciłam piżamkę, rozczesałam włosy i ruszyłam z powrotem do mojego pokoju.
Zazwyczaj jest tak, że po kąpieli jestem całkowicie zrelaksowana i śpiąca, ale niestety czasami są takie sytuacje, że ktoś zmąci mój spokój już w momencie przekroczenia progu łazienki. Tak było i teraz kiedy to usłyszałam dźwięk przychodzącego smsa. Od razu wiedziałam, że miła wiadomośc to nie będzie, bo jeszcze nikomu nowemu nie dawałam numeru, a mogli go mieć tylko upierdliwcy z mojego poprzedniego życia. Podeszłam do szafki, na której spoczywał mój telefon i otwarłam wiadomośc.
„Od: Debil(brat)
Są już rodzice? Masz odpowiedzieć, bo jak nie to kiedyś pożałujesz, że mnie ignorowałaś.
Danger X”
Ale mnie wkurza ta jego ksywka, Deńdżer sreńdżer.
„Do: Debil(brat)
Przyjdź i sprawdź, to się dowiesz, proste i logiczne geniuszu.”
Wyłączyłam telefon zanim ten głupek mi odpisze. Na ekranie widziałam, że rodzice rzeczywiście wydzwaniali i pisali, było około po 20 smsów i z 30 połączeń. OD KAŻDEGO Z NICH. Ich logika jest mega denerwująca. Najpierw mówię im, żeby nie wyjeżdżali, bo potrzebuję ich, żeby zostali i w ogóle, a oni mi na to, że nie i nie wiedzą kiedy wrócą, bo to nie może czekać i że jestem już duża i sobie poradzę, bo przecież jestem pełnoletnia. A jak pozwolę sobie na odrobinę wolności, to jak na złość oni właśnie wtedy wracają i zaczynają się przesłuchania takie jak dziś. Nosz ludzie litości! Jeżdżą po mnie o to, że przyjdę później, ale jakoś do Felixa to żalu nie mają, że ich kompletnie olał już 4 lata temu i przychodzi do nich jedynie po kasę. Kiedyś próbowałam zwrócić im na to uwagę to dostałam wytłumaczenie, że to dlatego, że on ma dużo pracy w swojej firmie i musi się skupić na pracy. Więc pytam, to skoro ma taki świetny biznes to po co mu ich kasa? A oni, że po to, żeby mógł go rozwijać dalej. No śmiech na sali. Oni dalej nie wiedzą kim tak naprawdę jest ich syn i myślą do tego, że on jakiś biznes we własnej firmie rozwija, bo taką bajeczkę im wcisnął. Wziął się ubrał w garniak i im powiedział, że firmę ma. Normalnie myślałam, że zejdę jak to usłyszałam. Już dawno go podejrzewałam o jakieś ciemne sprawki, a wszystko potwierdziło się z naszym przylotem tutaj. Nie jeden raz w telewizji było głośno o jakichś gangach ulicznych, które doprowadziły w Londynie do nie jednej rozróby. Czasem nawet było wspominane coś o jakimś Dangerze X, ale nikt nie wiedział kim on jest.
Nie dokończyłam moich rozmyślań, gdyż już prawie ze snu wyrwał mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Ja go zamorduję kiedyś, a mnie lepiej nie drażnić jak jestem śpiąca.
-Feliś! – usłyszałam głośne wołanie mamy. Ciekawe jaką tym razem bajeczkę im wciśnie -Aga! Zejdź na dół mamy gościa! – zaświergotała. Ta jasne już skaczę pod sufit z radości (czujecie ten sarkazm? Nieważne). Nikt normalny, kto chce być gościem nie przychodzi o 22.10!!!!
Z trudem zwlokłam się z łóżka, na którym leżałam już pod ciepłą kołdrą i wsunęłam na nogi moje kapcie i zeszłam na dół nawet nie przywołując na usta tak dobrze wyćwiczonego sztucznego uśmiechu.
-No nareszcie zeszłaś – szczerzyła się moja rodzicielka, ale ojciec zmierzył mnie tylko wściekłym spojrzeniem, które miałam totalnie w czterech literach – spójrz kto nas odwiedził.
-Cześć siostra – znów to jego anielskie zachowanie. Skoro tak zaczął to muszę dalej grac w tym teatrzyku, bo więcej wrzasków taty już nie zniosę i mu wygarnę ciut więcej. Zawsze to samo, jak on zgrywa aniołka, a ja coś odburknę to od razu ja jestem ta zła. Wyszczerzyłam się do niego tak sztucznie, że aż dziw, że moje usta nie stały się plastikowe.
-Hej! – udałam miłe zaskoczenie - nawet nie wiesz jak się cieszę, że tu jesteś – zapiszczałam trochę zbyt entuzjastycznie, a Felix podszedł do mnie i mnie przytulił. Ja piernicze, czy oni węch stracili? Jedzie od niego papierosami na kilometr. Nie dość, że mi się chce rzygać, to chyba znów będę się musiała umyć, bo będę cała tak śmierdzieć.
-Więc jednak nie puściłaś im pary o naszym porannym spotkanku. – szepnął, raczej stwierdził niż spytał.
-Nie chciało mi się zdzierać sobie języka na gadanie o tobie, są ciekawsze tematy. – odszepnęłam, mimo że zapach dymu drapał mnie w gardle.
-I bardzo mądrze. I nie piśnij słówka. – wreszcie wypuścił mnie z objęć i mogłam się odsunąć na taką odległość, by nie czuć smrodu, jednak już zdążyłam prześmierdnąć. Ugh, super.
-No to opowiadaj jak ci się wiedzie? – spytał tata, po czym przenieśliśmy się na kanapę do pokoju.
-No więc … -zaczął, ale ja już go nie słyszałam.
W ekspresowym tempie poszłam do kuchni, nalałam sobie szklankę wody i w momencie, gdy wszyscy mieli zamknięte ze śmiechu oczy, bo ryli się z jakiegoś jego durnego kawału, ja pognałam na palcach na górę. Pewnie nawet nie zauważą mojego braku, choć dziś rodzice są szczególnie wyczuleni na moją nieobecność. A mam to gdzieś, wcisnę im, że musiałam za potrzebą, a potem chciało mi się spać.
Olałam cały ten „słodki rodzinny obrazek” i poszłam do siebie. Czasami się czuję jakbym była jedyną trzeźwo myślącą osobą w tym domu. Chyba ja jedyna nie dałam się nabrać na te jego sztuczki. Rany jak ja śmierdzę dymem! Dobra, trzeba się zaś iść umyć.
Wzięłam nowe ciuchy i poszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic i umyłam się moim ulubionym żelem pod prysznic, spłukałam i wyszłam, wytarłam się ręcznikiem i posmarowałam tym samym balsamem co ostatnio. Ubrałam się w nowe ciuchy i wyszłam z rozczesanymi włosami.
Usiadłam na łóżku, wzięłam mojego laptopa i włączyłam, weszłam na facebooka i twittera. Zobaczyłam, że na jednym mam 8 nowych zaproszeń do grona znajomych, a na tt tyle samo nowych obserwujących. Uśmiechnęłam się pod nosem jak zobaczyłam od kogo są. Od moich nowych znajomych, których dziś poznałam. Miło. Jeszcze bardziej się zdziwiłam jak otworzył mi się czat z fb, a na nim Niall Horan.
-Cześć :D co tam???
-Nic, właśnie miałam zamiar iść spać ;)
-O, szkoda, myślałem że popiszemy :/
-Dla ciebie zawsze mam czas ;*
-:D
-Co się szczerzysz jak głupi do sera? ^^
-Bo lubię :D
Co jeszcze u ciebie słychać???
-Nic, rodzice są na dole, a ja na górze
-A właśnie, co z nimi? Bardzo się wkurzyli???
-Trochę tata powrzeszczał na mnie, ja mu trochę wygarnęłam, mama siedziała cicho i nie wiem czy dalej chowa urazę, ale ojczulek to ma wzrok mordercy jak mnie widzi, pff, przyzwyczajona jestem, zawsze tak było i chyba zawsze będzie :/
-Przykro mi, to przeze mnie ci się oberwało
L
-Wcale że nie, przecież to Louis zapraszał
J
-Ale ja go podpuściłem
-Ale ja chciałam przyjść ^^
-Serio??? Myślałem, że to z litości nade mną
-No coś ty, ja cię naprawdę lubię :D
-Mhm, jasne
-Nie będę się z tobą przez fb sprzeczać Horan! :D
-Pójdę zobaczyć gdzie ona jest! – na schodach usłyszałam kroki i głos mamy.
-Niall, pogadamy jutro, nie mogę już gadać, do jutra J
-Będę czekał tam gdzie dziś, dobranoc Aguś :*
-Tobie też słodkich snów :*
W porę zamknęłam laptopa i przykryłam się i jego kołdrą, bo dokładnie 2 sekundy później do pokoju weszła mama.
-Kochanie, zejdź na dół, bo … o jejku, ale musiał cię wykończyć ten dzień w szkole. – powiedziała troskliwym tonem – No dobrze, dobranoc słoneczko – pocałowała mnie w czoło i wyszła gasząc światło, a ja odczekałam aż zejdzie po schodach i wtedy odkryłam laptopa i siebie oddychając z ulgą. Potem po cichu wstałam i na palcach przeniosłam urządzenie na biurko i cichaczem wlazłam z powrotem do łóżka i zasnęłam.