za wiatrem hen

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

ROZDZIAŁ 2 (CNCZKJ)

Witam i przepraszam, że mnie tak długo nie było, wiecie święta i te sprawy, nieważne. No to mamy drugi rozdział. Bardzo proszę komentujcie, bo to będzie ogromną motywacją. A więc ... dam dam dam
ZAPRASZAM NA ROZDZIAŁ! :D
---------------------------------------------
ROZDZIAŁ 2
Gapiłam się na niego z otartymi ustami, aż zdałam sobie sprawę, że to wygląda głupio.
-Em … tak, tak – zaczęłam szybko ocierać twarz – wszystko jest okej.
-To czemu tu tak siedzisz i płaczesz? Chodź, pomogę ci wstać. – podał mi rękę, która była tak delikatna, że aż nie chciałam jej puścić, ale musiałam.
-Ale naprawdę wszystko okej – próbowałam się uśmiechnąć, ale chyba niezbyt mi to wyszło.
-Nawet widać – a jemu wyszło! – Idziesz do szkoły? Może cię podwieźć?
-No jakbyś mógł – nie chcę ryzykować kolejnego spotkania z „Dangerem” (pogardliwy ton) – to fajnie by było – tym razem udało mi się minimalnie uśmiechnąć.
-Okay, to chodź – otworzył mi drzwi i przepuścił mnie w nich – A tak w ogóle, to jestem Niall.
-A ja Aga.
-Aga? Od jakiego to imienia?
-Tak jakoś ktoś kiedyś do mnie powiedział i tak zostało, bo nie mogliśmy ze znajomymi wymyślić nic fajnego do Aniela.
-Pochodzisz z Anglii, czy nie? – zadawał pytania już w drodze do szkoły. Miał wspaniałe czarne volvo z siedzeniami obitymi białą skórą. W radiu cicho leciała muzyka.
-Nie, przyjechałam tu wczoraj z rodzicami, jestem z Polski. – postanowiłam mu nic nie mówić o moim bracie, bo i po co na sam początek nowej znajomości się przechwalać, że mój brat jest znanym w całym Londynie ulicznym przestępcą. (odkąd poznałam jego pseudonim to o tym wiem, bo nie raz słyszałam o nim w wiadomościach, ale nie było zdjęć)
-Aha, to fajnie. Zawsze chciałem pojechać do Polski lub chociaż poznać kogoś stamtąd – kolejny uśmiech z jego strony.
Nic na to nie odpowiedziałam tylko też się uśmiechnęłam i spojrzałam przez okno. Siedziałam tak dłuższą chwilę i patrzyłam na mijane przez nas domy, uliczki, tłumy ludzi, którzy wydawali się na tyle nieobecni, że nie zauważali niczego co się wokół nich działo. To smutne, kiedy nikt siebie nie zauważa i nawet jak na kogoś wpadnie to go nie widzi, bo jest zbyt zajęty sobą. Czasem, kiedy tak spojrzę na ten świat, to mi przykro, że to wszystko aż tak pędzi do przodu. Teraz jest dziś, a za sekundę już jutro.
-Nad czym tak rozmyślasz? – uśmiechnął się do mnie Niall.
-Nad niczym, tak sobie patrzyłam w okno, czasem tak lubię robić. – znów przywołałam na twarz nieszczery uśmiech. Cały czas głowie siedzi mi  spotkanie Felixem. Wredny dupek.
-Nie udawaj, przecież widziałem twoje odbicie w oknie, było widać, że jesteś zamyślona.
Pozostawiłam to bez odpowiedzi, a on więcej nie pytał, o co byłam mu niezmiernie wdzięczna, nie chciało mi się tego tłumaczyć, bo wtedy musiałabym poruszyć temat mojego brata, a na to nie miałam najmniejszej ochoty. Nie chcę nowo poznanego chłopaka, który wydaje się fajny straszyć moim bratem debilem. Siedzieliśmy w ciszy. Po paru minutach jazdy dojechaliśmy do ogromnego budynku, który miał być moją nową szkołą. Wyglądała mniej więcej tak:
Obozy językowe w Anglii
-No ty chyba sobie żartujesz?! Że niby to jest szkoła?! Ale a … a … y jak? – nie mogłam się nadziwić. W Polsce taka budowla to byłby zabytek. To tak jakby z zamku w Malborku zrobic szkołę. No WOW po prostu.
-Heh, rozumiem, moja reakcja, kiedy zobaczyłem to miejsce po raz pierwszy była dokładnie taka sama jak twoja. – uśmiechnął się – robi wrażenie, co nie?
-Ty jeszcze pytasz? Ogromne!
-Fajnie, że ci się podoba.
Siedzieliśmy tak chwilę w milczeniu i gapiliśmy się na szkołę. To znaczy ja się  na nią gapiłam. Niall obserwował mnie, ale ja byłam zbyt zajęta rejestrowaniem najmniejszych szczegółów tego dzieła architektury edukacyjnej, by to zauważyć. Głupia ja.
-Hm, może wysiądziemy? Wiesz, bo spóźnimy się na lekcje – uśmiechnął się blondyn, po czym odpiął pasy i wysiadł z samochodu, który okrążył, po to, by mi otworzyć drzwi od strony pasażera.
-Dziękuję. – odparłam lekko się rumieniąc.
-Nie ma sprawy.
Następnie wzięłam moją torbę i założyłam ją na ramię, Niall zamknął za mną drzwi oraz swoją brykę. Moment później szliśmy już ramię w ramię. To znaczy on szedł spokojnie, a ja próbowałam za nim nadążyć. Cieszyłam się w duchu, że nie założyłam szpilek, które planowałam wziąć, tylko moje ulubione trampki. W szpilkach nie dość, że przy jego tempie bym nie nadążyła, to przy okazji zabiłabym się nim bym zdążyła się czegoś w nowej szkole nauczyć.
Chodnikiem szło się wygodnie, a na polu słońce wznosiło się coraz wyżej nad horyzont i było coraz cieplej. Po chwili weszliśmy do ogromnego budynku przez również pokaźnej wielkości drzwi i zaczęłam żałować, że nie wzięłam na wszelki wypadek czegoś cieplejszego. Chłód bijący od murów był znacznie mniej przyjemny od ciepłego powietrza na zewnątrz. Hm, ciekawe jak tu jest zimą. Na samą myśl robi mi się zimniej. Już się doczekać nie mogę (czujecie ten sarkazm?).
Przemierzaliśmy szkolne korytarze w milczeniu, a po pewnym czasie dotarliśmy do ciemnych drewnianych drzwi. Czyżby to była klasa?
-Po co mnie tu przyprowadziłeś?
-No, pomyślałem, że nie masz jeszcze planu zajęć i listy książek skoro jesteś tu dopiero od wczoraj, a tu jest gabinet dyrektora, więc … - był wyraźnie zakłopotany.
-Ahaaa nie no dobra, spoko dzięki. Rzeczywiście, zupełnie zapomniałam. – uśmiechnęłam się teraz zupełnie szczerze i sama siebie klepnęłam w czoło.
-Wejść z tobą, czy sobie poradzisz? – wyraźnie mu się humorek poprawił.
-Nie, poradzę sobie sama, ale dzięki.
-Dobra, to ja tu poczekam. – powiedział, po czym usiadł na ławce pod ścianą i zaczął coś grzebać w telefonie. Chyba sprawdzał wiadomości.
Już się nad tym nie skupiałam, bo zapukałam do drzwi, a po usłyszeniu cichego „proszę wejść” nacisnęłam klamkę i przestąpiłam próg przestronnego pomieszczenia. Pokój był utrzymany w odcieniach bieli i szarości. Pod oknem, po środku ściany naprzeciwko drzwi stało biurko z jeszcze ciemniejszego drewna niż drzwi, było prawie czarne i ustawione tyłem do wysokiego okna, osłoniętego białymi firankami i ciemnoszarymi zasłonami. Świetnie zgrywało się z czarnym, skórzanym fotelem, na którym siedział mężczyzna w średnim wieku o siwych włosach i wąsach, łysiejący na czubku głowy. Podpierał się na łokciach, a jego palce były złączone razem.  Na mój widok wstał i podszedł do mnie z jakimiś kartkami  rękach.
-Dzień dobry. – powiedziałam nieśmiało i lekko się uśmiechnęłam.
-Dzień dobry, ty pewnie jesteś Aniela. – podał mi rękę, którą uścisnęłam i uśmiechnął się szeroko -  Miło mi cię poznać. Tutaj masz plan lekcji i listę potrzebnych ci książek. Życzę miłego dnia i gdybyś tylko czegoś potrzebowała, to wiedz, że moje drzwi są dla ciebie zawsze otwarte.
-Bardzo dziękuję. … Do wiedzenia.
-Do widzenia. – odrzekł spokojnie.
Odebrałam kartki, po czym opuściłam gabinet dyrektora. „Miły gościu, nie taki jak ten w Polsce.” – pomyślałam.
Niall, gdy tylko usłyszał dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi schował telefon do kieszeni i wstał z zajmowanego przez niego dotychczas miejsca.
-Czyżbyś już mu zalazła za skórę? Że tak szybko wyszłaś? – blondyn uniósł jedną brew i się wyszczerzył ukazując rząd białych ząbków.
-Nie, po prostu dał mi kartki – tu pomachałam mu przed oczami planem lekcji i listą książek – i wyszłam. Co tam miałam dłużej robić? Miał mnie na kawę zaprosić czy co? –zaśmiałam się.
-No w sumie racja.
-A co? Uważasz mnie za aż tak wkurzającą, że ludzie nie mogą ze mną wytrzymać dłużej niż kilka sekund? – również uniosłam jedną brew oraz się wyszczerzyłam i stanęłam naprzeciwko niego, zaplatając ręce na piersiach.
-Nie, oczywiście, że nie, przecież ja wytrzymałem dłużej.
Przez chwilkę mierzyliśmy się spojrzeniami, po czym wybuchnęliśmy niekontrolowanym śmiechem. Trwało to jakiś czas zanim się ogarnęliśmy.
-Haha. Jaką lekcje masz teraz? – spytał wyraźnie zaciekawiony.
-Em … -spojrzałam na plan – angielski.
-O ja też, no to chodź – ucieszył się Niall.
Przemierzaliśmy korytarze w drodze do klasy, w której mieliśmy mieć lekcje. W tym czasie zdążyliśmy porównać nasze plany lekcji i okazało się, że są takie same. Po drodze na zajęcia śmialiśmy się cały czas z dowcipów opowiadanych przez Nialla. Rany, jaki on jest zabawny, a jego śmiech po prostu mnie rozwala. Eh, może mój brat nie schrzanił mi tego dnia tak do końca?

tumblr_merxrmi8Xw1rxgnvao1_500.gif
-------------------------------------------------------------
PROSZĘ O KOMENTARZE KOCHANI I SPÓŹNIONE WESOŁYCH ŚWIĄT :D


2 komentarze:

  1. No, no, no, szykuje się całkiem ciekawa historia :) jeśli chodzi o błędy-jest naprawdę okej. Podoba mi się twój pomysł, z pewnością czekam na kolejne rozdziały, mam nadzieję, że nie karzesz długo czekać. No i liczę, że następne części będą dłuższe :)
    N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję N., że Ci się podoba. Haha postaram się o dłuższe, ale nic nie obiecuję. Rozdziały będę raczej dodawac regularnie w piątki lub ewentualnie w soboty ;)

      Usuń