za wiatrem hen

czwartek, 12 listopada 2015

CNCZKJ ROZDZIAŁ 5

WITAJCIE KOCHANI I PRZEPRASZAM ZA NIEOBECNOŚC
JUŻ POSTARAM SIĘ BYC OBECNA A TEEEERAAAAZ ZAPRASZAM SERDECZNIE NA NOWIUTKI ROZDZIAŁ (specjalnie dla jednej czytelniczki, która pomogła mi tu wrócic, dzięki kochana) MIŁEGO CZYTANIA
----------------------------------------
-Gdzie ty do cholery się podziewałaś?! – tata właśnie rozpoczął swoją tyradę, ugh - Nawet nie wiesz jak się z mamą martwiliśmy o ciebie! Szukaliśmy, pytaliśmy, ale nikt cię nie widział! Dzwoniliśmy, pisaliśmy, a ty co?! NIC! Nawet nie chciało ci się odebrać! A zamiast chociaż dać znak życia to szlajasz się gdzieś z jakimś chłoptasiem?!
-Rozładował mi się telefon.
 Tak właściwie to wcale się nie rozładował, ale nie powiem im, że wyciszyłam, bo będą komentarze typu „kupiliśmy ci go po to by móc się z tobą skontaktować” i ble ble ble, erh, czemu zawsze jak ich potrzebuję to ich nie ma, a jak chcę chwilę wolności to mi się za to dostaje? Ja mam 19 lat kurde! Heloł, ja praktycznie powinnam mieć własne mieszkanie, a nie spowiadać im się ze wszystkiego! Jakoś nigdy tak o tym nie myślałam, ale coraz częściej utwierdzam się w przekonaniu, że Felix jednak wiedział co robi, oczywiście mam na myśli wyprowadzkę, a nie używki.
-A tak  w ogóle to … ! – ojciec już mi groził palcem. O rany, no trzęsę się ze strachu. Darł się po mnie już nie raz i nie dam się tak łatwo zastraszyć, nie jestem już 5-latką która ryczy, bo się rodzice wkurzyli.
-Robert uspokój się – bąknęła moja mama.
-Nie uspokoję się póki mi nie powie gdzie była!

-A tak w ogóle to mam 19 lat! Słyszysz, więc po pierwsze jestem pełnoletnia! Po drugie mogę chodzić tam, gdzie mi się żywnie podoba! Po trzecie nie muszę się wam spowiadać! A po czwarte zapamiętajcie sobie, że ja do cholery nie jestem Felixem!!! – ostatnie zdanie wywrzeszczałam wręcz ze wszystkich sił, po czym nie dając ojcu dojść do słowa pobiegłam na górę do mojego pokoju i zamknęłam się w nim.
Wyglądał on mniej więcej tak:


Od razu jak tu weszłam rzuciłam się na łóżko ze łzami w oczach. Nie wiem czemu. Kolejny raz nie wiem po co ja w ogóle ryczę. Kurcze normalni ludzie w takich sytuacjach zadzwoniliby do swojej BFF i pogadali i byłoby lepiej, ja też tak w sumie mogłam zrobić, ale jeden szczególik mi zawadzał. Jaki? Taki, że ja już nie mam BFF, ja w ogóle nikogo takiego nie mam. Mam nadzieję, że teraz wśród chłopaków znajdę zrozumienie i może zakumpluję się z dziewczynami? A może tu uda mi się znaleźć jakąś prawdziwą przyjaciółkę? Nie wiem. Prawda jest taka, że ja nic nie wiem i boję się przyszłości.
Stwierdziłam, że muszę przestać się nad sobą rozczulać, więc wzięłam piżamę i poszłam się umyć do łazienki, która na szczęście była w moim pokoju (za drzwiami widocznymi na zdjęciu). Nalałam wody do wanny i weszłam do niej, dolewając uprzednio mojego ulubionego olejku do kąpieli. Właśnie dlatego kocham kąpiele, bo wtedy wszystkie moje złości znikają, zostają tylko przyjemne myśli, a w ciepłej wodzie mój mózg łatwiej tworzy życiowe historie zakończone happy endem. Zostaje tylko relaks. Po chyba jakiejś pół godzinie domyłam się i wyciągnęłam korek. Wyszłam z wanny, wytarłam się, a w swoje ciało wtarłam balsam o zapachu wanilii. Mmmm uwielbiam go. Potem na siebie narzuciłam piżamkę, rozczesałam włosy i ruszyłam z powrotem do mojego pokoju.
Zazwyczaj jest tak, że po kąpieli jestem całkowicie zrelaksowana i śpiąca, ale niestety czasami są takie sytuacje, że ktoś zmąci mój spokój już w momencie przekroczenia progu łazienki. Tak było i teraz kiedy to usłyszałam dźwięk przychodzącego smsa. Od razu wiedziałam, że miła wiadomośc to nie będzie, bo jeszcze nikomu nowemu nie dawałam numeru, a mogli go mieć tylko upierdliwcy z mojego poprzedniego życia. Podeszłam do szafki, na której spoczywał mój telefon i otwarłam wiadomośc.
„Od: Debil(brat)
Są już rodzice? Masz odpowiedzieć, bo jak nie to kiedyś pożałujesz, że mnie ignorowałaś.
Danger X”
Ale mnie wkurza ta jego ksywka, Deńdżer sreńdżer.
„Do: Debil(brat)
Przyjdź i sprawdź, to się dowiesz, proste i logiczne geniuszu.”
Wyłączyłam telefon zanim ten głupek mi odpisze. Na ekranie widziałam, że rodzice rzeczywiście wydzwaniali i pisali, było około po 20 smsów i z 30 połączeń. OD KAŻDEGO Z NICH. Ich logika jest mega denerwująca. Najpierw mówię im, żeby nie wyjeżdżali, bo potrzebuję ich, żeby zostali i w ogóle, a oni mi na to, że nie i nie wiedzą kiedy wrócą, bo to nie może czekać i że jestem już duża i sobie poradzę, bo przecież jestem pełnoletnia. A jak pozwolę sobie na odrobinę wolności, to jak na złość oni właśnie wtedy wracają i zaczynają się przesłuchania takie jak dziś. Nosz ludzie litości! Jeżdżą po mnie o to, że przyjdę później, ale jakoś do Felixa to żalu nie mają, że ich kompletnie olał już 4 lata temu i przychodzi do nich jedynie po kasę. Kiedyś próbowałam zwrócić im na to uwagę to dostałam wytłumaczenie, że to dlatego, że on ma dużo pracy w swojej firmie i musi się skupić na pracy. Więc pytam, to skoro ma taki świetny biznes to po co mu ich kasa? A oni, że po to, żeby mógł go rozwijać dalej. No śmiech na sali. Oni dalej nie wiedzą kim tak naprawdę jest ich syn i myślą do tego, że on jakiś biznes we własnej firmie rozwija, bo taką bajeczkę im wcisnął. Wziął się ubrał w garniak i im powiedział, że firmę ma. Normalnie myślałam, że zejdę jak to usłyszałam. Już dawno go podejrzewałam o jakieś ciemne sprawki, a wszystko potwierdziło się z naszym przylotem tutaj. Nie jeden raz w telewizji było głośno o jakichś gangach ulicznych, które doprowadziły w Londynie do nie jednej rozróby. Czasem nawet było wspominane coś o jakimś Dangerze X, ale nikt nie wiedział kim on jest.
Nie dokończyłam moich rozmyślań, gdyż już prawie ze snu wyrwał mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Ja go zamorduję kiedyś, a mnie lepiej nie drażnić jak jestem śpiąca.
-Feliś! – usłyszałam głośne wołanie mamy. Ciekawe jaką tym razem bajeczkę im wciśnie -Aga! Zejdź na dół mamy gościa! – zaświergotała. Ta jasne już skaczę pod sufit z radości (czujecie ten sarkazm? Nieważne). Nikt normalny, kto chce być gościem nie przychodzi o 22.10!!!!
Z trudem zwlokłam się z łóżka, na którym leżałam już pod ciepłą kołdrą i wsunęłam na nogi moje kapcie i zeszłam na dół nawet nie przywołując na usta tak dobrze wyćwiczonego sztucznego uśmiechu.
-No nareszcie zeszłaś – szczerzyła się moja rodzicielka, ale ojciec zmierzył mnie tylko wściekłym spojrzeniem, które miałam totalnie w czterech literach – spójrz kto nas odwiedził.
-Cześć siostra – znów to jego anielskie zachowanie. Skoro tak zaczął to muszę dalej grac w tym teatrzyku, bo więcej wrzasków taty już nie zniosę i mu wygarnę ciut więcej. Zawsze to samo, jak on zgrywa aniołka, a ja coś odburknę to od razu ja jestem ta zła. Wyszczerzyłam się do niego tak sztucznie, że aż dziw, że moje usta nie stały się plastikowe.
-Hej! – udałam miłe zaskoczenie - nawet nie wiesz jak się cieszę, że tu jesteś – zapiszczałam trochę zbyt entuzjastycznie, a Felix podszedł do mnie i mnie przytulił. Ja piernicze, czy oni węch stracili? Jedzie od niego papierosami na kilometr. Nie dość, że mi się chce rzygać, to chyba znów będę się musiała umyć, bo będę cała tak śmierdzieć.
-Więc jednak nie puściłaś im pary o naszym porannym spotkanku. – szepnął, raczej stwierdził niż spytał.
-Nie chciało mi się zdzierać sobie języka na gadanie o tobie, są ciekawsze tematy. – odszepnęłam, mimo że zapach dymu drapał mnie w gardle.
-I bardzo mądrze. I nie piśnij słówka. – wreszcie wypuścił mnie z objęć i mogłam się odsunąć na taką odległość, by nie czuć smrodu, jednak już zdążyłam prześmierdnąć. Ugh, super.
-No to opowiadaj jak ci się wiedzie? – spytał tata, po czym przenieśliśmy się na kanapę do pokoju.
-No więc … -zaczął, ale ja już go nie słyszałam.
W ekspresowym tempie poszłam do kuchni, nalałam sobie szklankę wody i w momencie, gdy wszyscy mieli zamknięte ze śmiechu oczy, bo ryli się z jakiegoś jego durnego kawału, ja pognałam na palcach na górę. Pewnie nawet nie zauważą mojego braku, choć dziś rodzice są szczególnie wyczuleni na moją nieobecność. A mam to gdzieś, wcisnę im, że musiałam za potrzebą, a potem chciało mi się spać.
Olałam cały ten „słodki rodzinny obrazek” i poszłam do siebie. Czasami się czuję jakbym była jedyną trzeźwo myślącą osobą w tym domu. Chyba ja jedyna nie dałam się nabrać na te jego sztuczki. Rany jak ja śmierdzę dymem! Dobra, trzeba się zaś iść umyć.
Wzięłam nowe ciuchy i poszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic i umyłam się moim ulubionym żelem pod prysznic, spłukałam i wyszłam, wytarłam się ręcznikiem i posmarowałam tym samym balsamem co ostatnio. Ubrałam się w nowe ciuchy i wyszłam z rozczesanymi włosami.
Usiadłam na łóżku, wzięłam mojego laptopa i włączyłam, weszłam na facebooka i twittera. Zobaczyłam, że na jednym mam 8 nowych zaproszeń do grona znajomych, a na tt tyle samo nowych obserwujących. Uśmiechnęłam się pod nosem jak zobaczyłam od kogo są. Od moich nowych znajomych, których dziś poznałam. Miło. Jeszcze bardziej się zdziwiłam jak otworzył mi się czat z fb, a na nim Niall Horan.
-Cześć :D co tam???
-Nic, właśnie miałam zamiar iść spać ;)
-O, szkoda, myślałem że popiszemy :/
-Dla ciebie zawsze mam czas ;*
-:D
-Co się szczerzysz jak głupi do sera? ^^
-Bo lubię :D
Co jeszcze u ciebie słychać???
-Nic, rodzice są na dole, a ja na górze
-A właśnie, co z nimi? Bardzo się wkurzyli???
-Trochę tata powrzeszczał na mnie, ja mu trochę wygarnęłam, mama siedziała cicho i nie wiem czy dalej chowa urazę, ale ojczulek to ma wzrok mordercy jak mnie widzi, pff, przyzwyczajona jestem, zawsze tak było i chyba zawsze będzie :/
-Przykro mi, to przeze mnie ci się oberwało
L
-Wcale że nie, przecież to Louis zapraszał
J
-Ale ja go podpuściłem
-Ale ja chciałam przyjść ^^
-Serio??? Myślałem, że to z litości nade mną
-No coś ty, ja cię naprawdę lubię :D
-Mhm, jasne
-Nie będę się z tobą przez fb sprzeczać Horan! :D
-Pójdę zobaczyć gdzie ona jest! – na schodach usłyszałam kroki i głos mamy.
-Niall, pogadamy jutro, nie mogę już gadać, do jutra J
-Będę czekał tam gdzie dziś, dobranoc Aguś :*
-Tobie też słodkich snów :*
W porę zamknęłam laptopa i przykryłam się i jego kołdrą, bo dokładnie 2 sekundy później do pokoju weszła mama.
-Kochanie, zejdź na dół, bo … o jejku, ale musiał cię wykończyć ten dzień w szkole. – powiedziała troskliwym tonem – No dobrze, dobranoc słoneczko – pocałowała mnie w czoło i wyszła gasząc światło, a ja odczekałam aż zejdzie po schodach i wtedy odkryłam laptopa i siebie oddychając z ulgą. Potem po cichu wstałam i na palcach przeniosłam urządzenie na biurko i cichaczem wlazłam z powrotem do łóżka i zasnęłam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz