za wiatrem hen

środa, 29 kwietnia 2015

ROZDZIAŁ 4 (CNCZKJ)






Skoro przeprosiłam Was już w poprzednim poście, to nie będę się powtarzac ;) A więc zapraszam na 4. rozdział opowiadania i naprawdę BARDZO PROSZĘ KOMENTUJCIE!!! :)
------------------------------------------------------
ROZDZIAŁ 4
-To jak? Może pójdziemy do nas? Lepiej się poznamy – tu Louis spojrzał na mnie.
-Okej. – wszyscy się zgodziliśmy i skierowaliśmy się w stronę domu chłopców.
-To wy mieszkacie razem? Tak w pięciu? – podniosłam brew pytając blondyna i szczerząc się cwaniacko.
-Tak. Razem … ale nie w tym sensie dziewczyno!!! – chłopak wyprostował ręce przed siebie i zaczął nimi machać, czyżby przerażony moimi myślami?
-A myślałam, że mieszkasz w tym bloku, wiesz, gdzie się spotkaliśmy – dodałam, kiedy ujrzałam jego niewyraźną minę.
-Ahaaa nie nie, ja tam tylko w przelocie wpadłem do koleżanki mamy, bo mnie prosiła, żebym wpadł i zobaczył czemu kran jej cieknie, bo ona uznała, że „nie będzie wzywać hydraulika, bo ma mnie i nie będzie bezsensownie wydawała pieniędzy” – powiedział Horanek przedrzeźniając jak mniemam głos owej kobiety – eh, ja się nawet na tym nie znam. Coś tam dokręciłem i jak przestało, to powiedziałem, że jest dobrze.
-Dobra już się tak nie bulwersuj – powiedziałam ze śmiechem – tylko dlaczego akurat rano?
-Bo uznała, iż to sprawa niecierpiąca zwłoki. Jak to usłyszałem, to pojechałem do niej jak najszybciej, bo głos miała taki jakby ktoś wisiał nad nią z siekierą, a jak przyjechałem na miejsce i się dowiedziałem, że chodzi o ten pieprzony kran to myślałem, że coś jej zrobię, bo nie zdążyłem zjeść mojego śniadania.
-Nialler, nie zanudzaj Agi swoimi opowieściami – skarcił go Zayn, który wpakował się razem z Perrie, która była temu przeciwna do samochodu blondyna, co się raczej właścicielowi pojazdu nie spodobało.
-To wcale nie jest nudne – stanęłam w obronie żarłoka – rozumiem, że musi się wygadać, odstresowac, wyżyc, sama nie raz tak mam.
-Mhm, jasne, nie nudne, eh. – Zayn przewrócił oczami, ale zaraz się ożywił - Ty Aga, to jak ty się „wyżywasz”? – brązowooki zrobił cudzysłów w powietrzu i poruszył brwiami z uśmieszkiem na mordce.
-Malik? Przypomnij mi dlaczego właściwie nie jedziesz swoim autem? – spytał zirytowany blondyn.
-Bo ktoś was musi pilnować – uśmiechnął się, ale gdy zobaczył spojrzenie Nialla w lusterku dodał – o rany no przecież wiesz, że jest u mechanika.
-A przypomnij mi dlaczego tam się znalazło?
Malik przez dłuższą chwilę mierzył Horana zimnym spojrzeniem zabójcy z przymrużonymi oczami, po czym wycedził przez zaciśnięte zęby:
-Bo się zagadałem i wjechałem w znak drogowy.
-No właśnie. – zakończył sprawę blondynek, na co my z Perrie wybuchnęłyśmy śmiechem patrząc na czerwonego ze złości Bad boya.
Przez resztę drogi rozmawialiśmy już normalnie, jednak Zayn wciąż się nie odzywał dalej mierząc wzrokiem Niallerka. Kiedy już dotarliśmy na miejsce brunet wysiadł jako pierwszy trzaskając drzwiami.
-Erh, on się czasem zachowuje jak dziecko – mruknęła Perrie pod nosem – sorry za niego Niall, pewnie i tak zaraz mu przejdzie – dziewczyna uśmiechnęła się przepraszająco i wysiadła z auta.
-Nie ma sprawy, w końcu z nim żyję – Niall opadł na siedzenie.
-A tak właściwie, to czemu mieszkacie razem, w piątkę, a nie osobno? – spytałam.
-Tak jakoś wyszło, poznaliśmy się 4 lata temu na kolonii i utrzymywaliśmy ze sobą kontakt i tak jakoś wyszło, że chcieliśmy potem chodzić do tej samej szkoły i wybraliśmy tą, ale przecież nie będą się całe nasze rodziny przeprowadzać no nie? No to uzbieraliśmy kasę i ta dam mamy taki domek.
-A rodzice nie mieli nic przeciwko, żeby pięciu takich chłopaków razem mieszkało?
-Niby jakich? Takich dziwnych? Na początku nie mieli, tylko później jak było coraz bliżej wyprowadzki to rozumiesz, zaczęły się komentarze mam, że „o jejku jejku a musisz?” oraz tatusiów „przecież musi się usamodzielnić”. Rozumiesz no nie?
-Tjaaa, u mnie było to samo.
-Jak to? Przecież mówiłaś, że przeprowadziłaś się z rodzicami? Masz jakieś rodzeństwo? – zainteresował się chłopak, a ja mentalnie fejspalmowałam na własną durnotę.
Kurcze, nie mogłam po prostu powiedziec, że rozumiem?  Ależ oczywiście, że nie, bo przemądra Aga musiała dorzucić swoje pięć groszy i dodać, że u niej było tak samo. SZLAG!!! Eh, dobra, trzeba z tego jakoś wybrnąć.
-Yyy … no tak mam – zaczęłam niepewnie – ale wolałabym na razie nie poruszać tego tematu. Okay?
-Spoko, jak nie chcesz to nie – wyszczerzył się przyjaźnie.
-Dzięki.
-Dobra, chodź, bo jeszcze nam wszystko zjedzą, a jestem strasznie głodny. – pomasował się po brzuchu. – No już już kochany, już idziemy. – czy on właśnie gadał ze swoim żołądkiem?!
-Czasami jesteś dziwny – zachichotałam.
-No co? Każdy ma swoje dziwactwa. Ciekawe jakie są twoje? – udawał obrażonego.
-Moje to pięciu chłopaków, których poznała dziś rano. – wystawiłam język, po czym zaśmialiśmy się oboje.
-Dobra śmieszku, wychodzimy, bo jeszcze przylecą sprawdzić, co nas zatrzymało.
Jak kazał, tak zrobiliśmy, tylko, że Niall miał już odpięte pasy, a ja nie, przez co kiedy zdążyłam się z nimi uporać on już otwierał mi drzwi, mówiąc „panie przodem”, kłaniając się i szczerząc, na co ja również odpowiedziałam roześmianym „dziękuję” i poszłam z blondynem, który już zdążył zamknąć za mną drzwi. A wracając do tematu domu, wyglądał prześlicznie, mniej więcej tak:

Się kurka wodna urządzili co nie? Przytulnie tu i okolica też wydaje się miła i sympatyczna. Chyba będę tu częstym bywalcem, zwłaszcza jeśli alternatywą będzie siedzenie w moim pustym domu. A właśnie! Przecież nie powiedziałam rodzicom gdzie jestem … chwilka, po co? I tak pewnie siedzą w pracy. Ugh jak mnie to denerwuje, ja rozumiem, że ważne jest mieć pracę, no ale ja też potrzebuję ciutek uwagi. To, że Felix ich olał i nie potrzebuje nie znaczy, że ze mną jest tak samo!
-Coś ty taka dziś zamyślona? – chłopak podniósł brew i uśmiechnął się łobuzersko.
-Co? A … tak sobie podziwiałam wasz domek, ładniutki – pokiwałam głową jak co najmniej światowej sławy krytyk.
-Mhm, jasne.
-No ale o co ci chodzi?
-O ten tramwaj co nie chodzi. – zaśmiał się dźwięcznie, kiedy zobaczył wyraz mojej zbaraniałej twarzy. Jeju serio muszę się ogarnąć, bo wychodzę na idiotkę.
Darowaliśmy sobie dalszą część rozmowy i dałam się pociągnąć rozchichranemu blondynowi do środka. Z zewnątrz robiło wrażenie, ale w środku to już … WOW. Jedno wielkie mega wow. Z jasnego przedpokoju wchodziło się od razu do salonu połączonego z kuchnią. Dalej, na wprost drzwi wejściowych były jakieś inne drzwi, przed którymi po prawej znajdowały się schody prowadzące na piętro. No strasznie fajnie tu mieli, a jak jeszcze ktoś taki dom wypełniał na przykład pięciu zwariowanych nastolatków ze swoimi dziewczynami do kompletu to już w ogóle klimat był i … no … po prostu nie czuło się tu tak jak u mnie, że jest się samym jak palec w może nawet większym domu. Właśnie tego nienawidziłam w moim miejscu zamieszkania.
-No wreszcie dotarliście na miejsce, już się baliśmy, że Niall cię zjadł i trawi – mrugnął do mnie Lou i szybko się odwrócił, gdy Irlandczyk obrzucił go groźnym spojrzeniem mówiącym „nie przeginaj i zamilcz, bo mnie wkurzasz”.
-Nie martw się. Umiem panować nad głodem – Horan dumnie wypiął pierś.
-A co? Nosisz Danio w kieszeni? – zakpił Harry na co wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Śmiałam się tak bardzo, że aż łezkę uroniłam.
-Ludzie! – Zayn próbował nas przekrzyczeć, gdy już sam się opanował po sucharze Loczka, czyli po około 10 minutach? A kto by to liczył, ważne, że jakimś cudem nas uciszył – Może oglądniemy jakiś horror, co?
-NIE!!! – chórem odezwały się wszystkie dziewczyny włączają w to i mnie.
-No ale dlaczego?
-BO NIE!!! – znów razem.
-Oho – Harry zabrał głos – Zayn nie łudź się. Przegrałeś z niepodważalnym argumentem kobiet. Auć!!! – pisnął, gdy posypał się na niego grad z poduszek zafundowany przez płeć piękną, natomiast ta przeciwna ryła się na podłodze, kanapie lub innym miejscu tego pokoju z poszkodowanego, który właśnie wyglądał wściekły zza kanapy. Oczywiście nie był wściekły, ale wszyscy zaczęliśmy się trząść ze „strachu”, po tym jak powiedział to legendarne słowo „foch”. Aż grozą powiało. (szarkażm XD)
Po pewnych sporach co do filmu, wszyscy zgodnie ustaliliśmy, że najlepiej obejrzeć komedię. Dobra, szczerze? Znudziło  mi się już po 10 minutach. Nie zbyt lubię komedie, żebym na nich wytrzymała to muszą być naprawdę dobre, a ta była po prostu żenująca. Wystarczyło się rozejrzeć po twarzach zebranych, by wiedziec, że puszczanie tego, co akurat leciało w telewizji nie było dobrym pomysłem. Spojrzałam na zegarek. Co?! Już 20.30?! Kurczę, trza brać dupę na chałupę.
-Ej, czy tylko mi się to wydaję żenujące? – Loczek wypowiedział na głos moje myśli, a wszyscy się z nim zgodziliśmy i wyłączyliśmy to pudło.
-Ja już się będę zbierać. Cześć chłopaki i dziewczyny. – wzięłam swe rzeczy i uściskałam każdego.
-Poczekaj,  odprowadzę cię. – podszedł do mnie Niall.
-Nie trzeba, nie musisz – odwzajemniłam gest.
-Wiem, ale chcę. – wyszczerz na jego mordce się powiększył. No cóż, nie wygram z nim.
-No okay. – poddałam się.
Z resztą i tak już za mną szedł. Szliśmy sobie i rozmawialiśmy, ale nagle oboje dostaliśmy jakiejś chorej głupawki i Niall widząc, że ledwo idę stwierdził, iż zrobi dobry uczynek i poniesie mnie na barana. Miło z jego strony, tylko szkoda, że wylądowaliśmy parę metrów dalej na trawie wciąż śmiejąc się jak wariaci. Nawet ludzie patrzyli, ale mieliśmy to gdzieś. Kiedy już nam przeszło poszliśmy w stronę mojego domu. Tam jednak czekała mnie niespodzianka. Ktoś powie, że fajnie, ale ja powiem nie, gdyż tą niespodzianką byli nieźle wkurzeni rodzice, którzy zaczęli na mnie krzywo patrzeć, gdy tylko znalazłam się w ich polu widzenia. A jednak fajna była tylko środkowa część tego dnia. Jupi, Aga, szykuj się na kazanie. Szybko pożegnałam Nialla, a on tylko powiedział „dobry wieczór” i już go nie było. Wzięłam głęboki oddech i poszłam w stronę rodziców.

PRZEPROSINY

Witajcie. Przepraszam Was, że musieliście tyle czekac. Niestety najpierw miałam na głowie testy, a potem coś mi komputer szwankował i nie dałam rady wejśc i dodac cokolwiek. Mam nadzieję, że teraz już nic mi nie przeszkodzi w dalszym pisaniu dla Was. Mam nadzieję, że nie zdenerwowałam Was zbytnio moją nieobecnością, ale spokojnie. Jak już powiedziałam: POWRACAM! :D

sobota, 11 kwietnia 2015

ROZDZIAŁ 3 (CNCZKJ)

ROZDZIAŁ 3
            Po pewnym czasie takiego spaceru dotarliśmy pod drzwi klasy, w której mieliśmy mieć angielski. Niall jest taki zabawny. W jego towarzystwie czuję, że mogę być sobą. Bardzo mnie to cieszy, bo na dłuższą metę nie umiem udawać kogoś kim nie jestem. Mimo to nie zamierzam na razie zwierzać mu się ze wszystkiego, bo prawda jest taka, że znam go od godziny.
Klasa była przestronna i stały w niej trzy rzędy podwójnych ławek. Automatycznie poszłam za Niellem, a on szedł do ostatniej ławki w środkowym rzędzie. Dopiero po jakimś czasie się zorientowałam, że łażę za min jak za przewodnikiem, ale może to dobrze? Nie wiem. Postanowiłam, że już nie będę zawracać, bo to dopiero było by dziwne i usiądę w ławce obok niego. W klasie było zaledwie 6 osób. Może ta którą ja chcę zając jest wolna?
-Może usiądziesz ze mną? Zazwyczaj siedzę sam więc byłoby to miłą odmianą. – uśmiechnął się blondyn.
-Okej. – odrzekłam obojętnie, ale się uśmiechnęłam. Pierwsza czynność, żeby nie myślał, że mi aż tak zależy, żeby z nim siedzieć, mimo, iż tak jest, bo nie chcę siedzieć w ławce z jakimś dziwakiem, lepiej z kimś kogo się zna no nie? Druga czynność, żeby nie pomyślał, że mnie denerwuje.
Patrzyliśmy na siebie przez chwilę w milczeniu, jednak ktoś postanowił to przerwać. Oh, jak miło. Ugh.
-NIALLU HORANIE!!! – zaczął się już od drzwi wydzierać jakiś chłopak – TY SKUNKSIE!!! CZEMU NIE JECHAŁEŚ Z NAMI CO? – ściszał głos w miarę jak się do nas przybliżał, choć w pierwszej chwili mnie nie zauważył.
-Nie drzyj się tak, Louis proszę cię, jeszcze cię gardło po wczoraj nie boli? … Eh, tak jakoś wyszło. – w tym momencie spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
-Ale … a … o … a któż to? Mam na imię się Louis, a ty? Jak się nazywasz piękna? – spytał z uwodzicielskim uśmiechem, podniósł jedną brew i pocałował mnie w rękę.
Ja się na ten gest zaśmiałam cicho, a Niall prychną mrucząc coś pod nosem o tanich podrywach, co sprawiło, że jeszcze bardziej chciało mi się chciało śmiać, ale musiałam się opanować, żeby Louis nie poczuł się dziwnie.
-Jestem Aga. Miło mi cię poznać. Kolega Nialla jak zgaduję?
Louis spojrzał na niebieskookiego trochę skrzywiony, a potem na mnie i z trochę skwaszoną miną rzekł:
-No może nie w takim sensie, ale tak znamy się – teraz uśmiech powrócił na jego twarz.
-OMG Louis, czy mógłbyś nie wyjeżdżać z takimi tekstami do dziewczyny, którą niedawno poznałem? – Niall właśnie zaliczył facepalma i wtedy zrozumiałam, o co Louisowi chodziło. Jeju jaka ja nieogarnięta dzisiaj jestem. – Błagam, Lou, litości.
-Wyluzuj Irlandczyk, bo zzieleniejesz – Lou w tym momencie wyjął ze swojego plecaka czerwone jabłko, ugryzł je i zaczął podrzucać nic sobie nie robiąc z blondyna spoglądającego na niego groźnie spomiędzy palców. W sumie cały ten widok był nieźle komiczny.
– Ej Aga, może chcesz dołączyć do naszej paczki? To są – zaczął coś pokazywać dłonią. Chyba chciał kogoś klepnąć, ale kiedy nikogo nie znalazł odwrócił się i wrzasnął – EJ!!! SKUNKSY!!! RUSZAC DUPY I DO KLASY!!! –czy on jest fanem tych zwierząt?
-Jeszcze raz mnie nazwij skunksem to ci przypadkiem facjatę przemebluje. – burknął jakiś chłopak o brązowych oczach.
-No co, miałeś kiedyś pasemko jak skunks. – Lou poklepał go po ramieniu.
-Louisku? A ciebie się to niby nie tyczy? – spytał brunet z burzą loków na głowie.
-No oczywiście, że nie Harreśku – szatyn poczochrał lokowatego po głowie, na co ten obrzucił go bardzo wymownym spojrzeniem.
-Czy ty uważasz, że możesz mnie sobie podporządkować? – spytał ten, który jako ostatni do nas dołączył.
-Dokładnie tak uważam Liam.
-A kto ci dał takie prawo? Hm?
-Niech no pomyślę, hmmm, JA!!! BUAHAHAHAHAHAHA …
Liam, o ile dobrze pamiętam tylko przewrócił oczami i ominął chłopaka zwijającego się na ławce ze śmiechu.
-Cześć, jestem Liam Payne, a to są Zayn Malik – tu pokazał na brązowookiego, który uśmiechnął się i do mnie pomachał – a to Harry Styles – tu spojrzał na lokowatego, który okręcał swoje loczki wokół palcy, lecz przerwał tę czynność, gdy usłyszał swoje imię, po czym spojrzał na mnie i zabawnie poruszył brwiami. – a tego pacana Tomlinsona – tu wskazał na chłopaka śmiejącego się na ławce – i Nialla to już chyba znasz.
-Tak, znam. Fajnie was poznać, ja jestem Aniela Gustowlik, skoro już tak oficjalnie, ale mówcie mi Aga. – uśmiechnęłam się, ale uśmiech zaraz zniknął mi z twarzy, gdy zobaczyłam zdziwione miny chłopców, Nialla też. – No co? Mam coś na twarzy?
Jako pierwszy odezwał się Lou.
-Uff – otarł dłonią czoło – jak to dobrze, że podałaś skrót, bo nie wiem, chyba byśmy sobie języki połamali. – aha czyli chodziło o moje nazwisko, bosko, chyba je zmienię.
-Ahaaa, a ja głupia myślę o co chodzi. – klepnęłam się w czoło – głupia ja.
Nagle sala zaczęła wypełniać się ludźmi i zorientowałam się, że musiał zadzwonić dzwonek, ale stało się to dopiero wtedy, gdy nauczyciel wszedł do sali. Zayn usiadł z Liamem przed nami, a Harry z Louisem poszli do innych sal, gdyż jak się okazało Harry był młodszy, a Louis straszy. Ja natomiast przysiadłam koło Nialla.
-Dzień dobry – przywitał się młody nauczyciel. Wyglądał na jakieś trzydzieści. Był brunetem w granatowym garniturze, białej koszuli i czerwonym krawacie. Dalej się nie przyglądałam, bo się wyłączyłam. Nigdy nie miałam zwyczaju uważać na lekcjach. Tylko co jakiś czas coś do siebie do z Niallem szeptaliśmy i chichotaliśmy. Tak nam minęła połowa dnia.
-Rany jaki jestem głodny! – wykrzyknął blondyn.
-A to jakaś nowość? – spytał Li, na co wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem nie licząc naburmuszonego blondyna. Jednak spojrzałam na niego z uśmiechem i od razu odwzajemnił mój gest.
-Chodźcie do stołówki – powiedział Harry – zobaczymy jaka dziś jest breja – dodał entuzjastycznie.
I poszliśmy. Przemierzając korytarze raz po raz wybuchaliśmy śmiechem. Jednak skorzystałam z propozycji Louisa i dołączyłam do paczki tych wariatów. Haha. Jeny ja się z nimi nigdy chyba nie będę nudzić.
-Hej Liaś – usłyszałam, po czym zobaczyłam ładną brunetkę, jak daje Liamowi słodkiego całusa w policzek, a potem przysiada się do nas.
-O a kto to? – spytała przyjaźnie.
-Sophia, to nasza nowa znajoma Aniela? G… yyy. Aga po prostu, Aga to moja dziewczyna Sophia Smith.
-Cześć, miło cię poznać – powiedziałam – moje pełne imię to Aniela Gustowlik, ale mów mi Aga.
-Hej. No to moje imię już znasz, bo mój Liam chyba zapomniał, że umiem się przedstawiać. – wyszczerzyła się i podniosła jedną brew.
-Sophi? A gdzie reszta? – spytał Zayn.
-Zaraz przyjdą. – i rzeczywiście, za parę sekund dołączyły do nas jeszcze dwie dziewczyny. Jedna to blondynka, a druga brunetka. Pierwsza podeszła do Zayna, a druga do Louisa. Ich dziewczyny jak mniemam.
-O, cześć, jestem Perrie Edwards.
-A ja Eleanor Calder.
I czynność powtórzyła się jak przy Sophii.
Po skończonym posiłku powróciliśmy na lekcje.

--------------------------------------------------------
No to jest kolejny rozdział, bardzo Was przepraszam, że tak opornie mi to pisanie narazie idzie, ale mam teraz bardzo dużo pracy. Jeszcze jakieś 2 tygodnie i będę cała Wasza, a narzie proszę, miejscie dla mnie wyrozumiałośc i pokażcie, że ktoś tu jest komentując nowy rodział. Miłego dnia <3

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

ROZDZIAŁ 2 (CNCZKJ)

Witam i przepraszam, że mnie tak długo nie było, wiecie święta i te sprawy, nieważne. No to mamy drugi rozdział. Bardzo proszę komentujcie, bo to będzie ogromną motywacją. A więc ... dam dam dam
ZAPRASZAM NA ROZDZIAŁ! :D
---------------------------------------------
ROZDZIAŁ 2
Gapiłam się na niego z otartymi ustami, aż zdałam sobie sprawę, że to wygląda głupio.
-Em … tak, tak – zaczęłam szybko ocierać twarz – wszystko jest okej.
-To czemu tu tak siedzisz i płaczesz? Chodź, pomogę ci wstać. – podał mi rękę, która była tak delikatna, że aż nie chciałam jej puścić, ale musiałam.
-Ale naprawdę wszystko okej – próbowałam się uśmiechnąć, ale chyba niezbyt mi to wyszło.
-Nawet widać – a jemu wyszło! – Idziesz do szkoły? Może cię podwieźć?
-No jakbyś mógł – nie chcę ryzykować kolejnego spotkania z „Dangerem” (pogardliwy ton) – to fajnie by było – tym razem udało mi się minimalnie uśmiechnąć.
-Okay, to chodź – otworzył mi drzwi i przepuścił mnie w nich – A tak w ogóle, to jestem Niall.
-A ja Aga.
-Aga? Od jakiego to imienia?
-Tak jakoś ktoś kiedyś do mnie powiedział i tak zostało, bo nie mogliśmy ze znajomymi wymyślić nic fajnego do Aniela.
-Pochodzisz z Anglii, czy nie? – zadawał pytania już w drodze do szkoły. Miał wspaniałe czarne volvo z siedzeniami obitymi białą skórą. W radiu cicho leciała muzyka.
-Nie, przyjechałam tu wczoraj z rodzicami, jestem z Polski. – postanowiłam mu nic nie mówić o moim bracie, bo i po co na sam początek nowej znajomości się przechwalać, że mój brat jest znanym w całym Londynie ulicznym przestępcą. (odkąd poznałam jego pseudonim to o tym wiem, bo nie raz słyszałam o nim w wiadomościach, ale nie było zdjęć)
-Aha, to fajnie. Zawsze chciałem pojechać do Polski lub chociaż poznać kogoś stamtąd – kolejny uśmiech z jego strony.
Nic na to nie odpowiedziałam tylko też się uśmiechnęłam i spojrzałam przez okno. Siedziałam tak dłuższą chwilę i patrzyłam na mijane przez nas domy, uliczki, tłumy ludzi, którzy wydawali się na tyle nieobecni, że nie zauważali niczego co się wokół nich działo. To smutne, kiedy nikt siebie nie zauważa i nawet jak na kogoś wpadnie to go nie widzi, bo jest zbyt zajęty sobą. Czasem, kiedy tak spojrzę na ten świat, to mi przykro, że to wszystko aż tak pędzi do przodu. Teraz jest dziś, a za sekundę już jutro.
-Nad czym tak rozmyślasz? – uśmiechnął się do mnie Niall.
-Nad niczym, tak sobie patrzyłam w okno, czasem tak lubię robić. – znów przywołałam na twarz nieszczery uśmiech. Cały czas głowie siedzi mi  spotkanie Felixem. Wredny dupek.
-Nie udawaj, przecież widziałem twoje odbicie w oknie, było widać, że jesteś zamyślona.
Pozostawiłam to bez odpowiedzi, a on więcej nie pytał, o co byłam mu niezmiernie wdzięczna, nie chciało mi się tego tłumaczyć, bo wtedy musiałabym poruszyć temat mojego brata, a na to nie miałam najmniejszej ochoty. Nie chcę nowo poznanego chłopaka, który wydaje się fajny straszyć moim bratem debilem. Siedzieliśmy w ciszy. Po paru minutach jazdy dojechaliśmy do ogromnego budynku, który miał być moją nową szkołą. Wyglądała mniej więcej tak:
Obozy językowe w Anglii
-No ty chyba sobie żartujesz?! Że niby to jest szkoła?! Ale a … a … y jak? – nie mogłam się nadziwić. W Polsce taka budowla to byłby zabytek. To tak jakby z zamku w Malborku zrobic szkołę. No WOW po prostu.
-Heh, rozumiem, moja reakcja, kiedy zobaczyłem to miejsce po raz pierwszy była dokładnie taka sama jak twoja. – uśmiechnął się – robi wrażenie, co nie?
-Ty jeszcze pytasz? Ogromne!
-Fajnie, że ci się podoba.
Siedzieliśmy tak chwilę w milczeniu i gapiliśmy się na szkołę. To znaczy ja się  na nią gapiłam. Niall obserwował mnie, ale ja byłam zbyt zajęta rejestrowaniem najmniejszych szczegółów tego dzieła architektury edukacyjnej, by to zauważyć. Głupia ja.
-Hm, może wysiądziemy? Wiesz, bo spóźnimy się na lekcje – uśmiechnął się blondyn, po czym odpiął pasy i wysiadł z samochodu, który okrążył, po to, by mi otworzyć drzwi od strony pasażera.
-Dziękuję. – odparłam lekko się rumieniąc.
-Nie ma sprawy.
Następnie wzięłam moją torbę i założyłam ją na ramię, Niall zamknął za mną drzwi oraz swoją brykę. Moment później szliśmy już ramię w ramię. To znaczy on szedł spokojnie, a ja próbowałam za nim nadążyć. Cieszyłam się w duchu, że nie założyłam szpilek, które planowałam wziąć, tylko moje ulubione trampki. W szpilkach nie dość, że przy jego tempie bym nie nadążyła, to przy okazji zabiłabym się nim bym zdążyła się czegoś w nowej szkole nauczyć.
Chodnikiem szło się wygodnie, a na polu słońce wznosiło się coraz wyżej nad horyzont i było coraz cieplej. Po chwili weszliśmy do ogromnego budynku przez również pokaźnej wielkości drzwi i zaczęłam żałować, że nie wzięłam na wszelki wypadek czegoś cieplejszego. Chłód bijący od murów był znacznie mniej przyjemny od ciepłego powietrza na zewnątrz. Hm, ciekawe jak tu jest zimą. Na samą myśl robi mi się zimniej. Już się doczekać nie mogę (czujecie ten sarkazm?).
Przemierzaliśmy szkolne korytarze w milczeniu, a po pewnym czasie dotarliśmy do ciemnych drewnianych drzwi. Czyżby to była klasa?
-Po co mnie tu przyprowadziłeś?
-No, pomyślałem, że nie masz jeszcze planu zajęć i listy książek skoro jesteś tu dopiero od wczoraj, a tu jest gabinet dyrektora, więc … - był wyraźnie zakłopotany.
-Ahaaa nie no dobra, spoko dzięki. Rzeczywiście, zupełnie zapomniałam. – uśmiechnęłam się teraz zupełnie szczerze i sama siebie klepnęłam w czoło.
-Wejść z tobą, czy sobie poradzisz? – wyraźnie mu się humorek poprawił.
-Nie, poradzę sobie sama, ale dzięki.
-Dobra, to ja tu poczekam. – powiedział, po czym usiadł na ławce pod ścianą i zaczął coś grzebać w telefonie. Chyba sprawdzał wiadomości.
Już się nad tym nie skupiałam, bo zapukałam do drzwi, a po usłyszeniu cichego „proszę wejść” nacisnęłam klamkę i przestąpiłam próg przestronnego pomieszczenia. Pokój był utrzymany w odcieniach bieli i szarości. Pod oknem, po środku ściany naprzeciwko drzwi stało biurko z jeszcze ciemniejszego drewna niż drzwi, było prawie czarne i ustawione tyłem do wysokiego okna, osłoniętego białymi firankami i ciemnoszarymi zasłonami. Świetnie zgrywało się z czarnym, skórzanym fotelem, na którym siedział mężczyzna w średnim wieku o siwych włosach i wąsach, łysiejący na czubku głowy. Podpierał się na łokciach, a jego palce były złączone razem.  Na mój widok wstał i podszedł do mnie z jakimiś kartkami  rękach.
-Dzień dobry. – powiedziałam nieśmiało i lekko się uśmiechnęłam.
-Dzień dobry, ty pewnie jesteś Aniela. – podał mi rękę, którą uścisnęłam i uśmiechnął się szeroko -  Miło mi cię poznać. Tutaj masz plan lekcji i listę potrzebnych ci książek. Życzę miłego dnia i gdybyś tylko czegoś potrzebowała, to wiedz, że moje drzwi są dla ciebie zawsze otwarte.
-Bardzo dziękuję. … Do wiedzenia.
-Do widzenia. – odrzekł spokojnie.
Odebrałam kartki, po czym opuściłam gabinet dyrektora. „Miły gościu, nie taki jak ten w Polsce.” – pomyślałam.
Niall, gdy tylko usłyszał dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi schował telefon do kieszeni i wstał z zajmowanego przez niego dotychczas miejsca.
-Czyżbyś już mu zalazła za skórę? Że tak szybko wyszłaś? – blondyn uniósł jedną brew i się wyszczerzył ukazując rząd białych ząbków.
-Nie, po prostu dał mi kartki – tu pomachałam mu przed oczami planem lekcji i listą książek – i wyszłam. Co tam miałam dłużej robić? Miał mnie na kawę zaprosić czy co? –zaśmiałam się.
-No w sumie racja.
-A co? Uważasz mnie za aż tak wkurzającą, że ludzie nie mogą ze mną wytrzymać dłużej niż kilka sekund? – również uniosłam jedną brew oraz się wyszczerzyłam i stanęłam naprzeciwko niego, zaplatając ręce na piersiach.
-Nie, oczywiście, że nie, przecież ja wytrzymałem dłużej.
Przez chwilkę mierzyliśmy się spojrzeniami, po czym wybuchnęliśmy niekontrolowanym śmiechem. Trwało to jakiś czas zanim się ogarnęliśmy.
-Haha. Jaką lekcje masz teraz? – spytał wyraźnie zaciekawiony.
-Em … -spojrzałam na plan – angielski.
-O ja też, no to chodź – ucieszył się Niall.
Przemierzaliśmy korytarze w drodze do klasy, w której mieliśmy mieć lekcje. W tym czasie zdążyliśmy porównać nasze plany lekcji i okazało się, że są takie same. Po drodze na zajęcia śmialiśmy się cały czas z dowcipów opowiadanych przez Nialla. Rany, jaki on jest zabawny, a jego śmiech po prostu mnie rozwala. Eh, może mój brat nie schrzanił mi tego dnia tak do końca?

tumblr_merxrmi8Xw1rxgnvao1_500.gif
-------------------------------------------------------------
PROSZĘ O KOMENTARZE KOCHANI I SPÓŹNIONE WESOŁYCH ŚWIĄT :D