ZAPRASZAM NA ROZDZIAŁ! :D
---------------------------------------------
ROZDZIAŁ 2
Gapiłam się
na niego z otartymi ustami, aż zdałam sobie sprawę, że to wygląda głupio.
-Em … tak,
tak – zaczęłam szybko ocierać twarz – wszystko jest okej.
-To czemu tu
tak siedzisz i płaczesz? Chodź, pomogę ci wstać. – podał mi rękę, która była
tak delikatna, że aż nie chciałam jej puścić, ale musiałam.
-Ale
naprawdę wszystko okej – próbowałam się uśmiechnąć, ale chyba niezbyt mi to
wyszło.
-Nawet widać
– a jemu wyszło! – Idziesz do szkoły? Może cię podwieźć?
-No jakbyś
mógł – nie chcę ryzykować kolejnego spotkania z „Dangerem” (pogardliwy ton) –
to fajnie by było – tym razem udało mi się minimalnie uśmiechnąć.
-Okay, to
chodź – otworzył mi drzwi i przepuścił mnie w nich – A tak w ogóle, to jestem
Niall.
-A ja Aga.
-Aga? Od
jakiego to imienia?
-Tak jakoś
ktoś kiedyś do mnie powiedział i tak zostało, bo nie mogliśmy ze znajomymi
wymyślić nic fajnego do Aniela.
-Pochodzisz
z Anglii, czy nie? – zadawał pytania już w drodze do szkoły. Miał wspaniałe
czarne volvo z siedzeniami obitymi białą skórą. W radiu cicho leciała muzyka.
-Nie,
przyjechałam tu wczoraj z rodzicami, jestem z Polski. – postanowiłam mu nic nie
mówić o moim bracie, bo i po co na sam początek nowej znajomości się
przechwalać, że mój brat jest znanym w całym Londynie ulicznym przestępcą.
(odkąd poznałam jego pseudonim to o tym wiem, bo nie raz słyszałam o nim w
wiadomościach, ale nie było zdjęć)
-Aha, to
fajnie. Zawsze chciałem pojechać do Polski lub chociaż poznać kogoś stamtąd –
kolejny uśmiech z jego strony.
Nic na to
nie odpowiedziałam tylko też się uśmiechnęłam i spojrzałam przez okno.
Siedziałam tak dłuższą chwilę i patrzyłam na mijane przez nas domy, uliczki,
tłumy ludzi, którzy wydawali się na tyle nieobecni, że nie zauważali niczego co
się wokół nich działo. To smutne, kiedy nikt siebie nie zauważa i nawet jak na
kogoś wpadnie to go nie widzi, bo jest zbyt zajęty sobą. Czasem, kiedy tak
spojrzę na ten świat, to mi przykro, że to wszystko aż tak pędzi do przodu.
Teraz jest dziś, a za sekundę już jutro.
-Nad czym
tak rozmyślasz? – uśmiechnął się do mnie Niall.
-Nad niczym,
tak sobie patrzyłam w okno, czasem tak lubię robić. – znów przywołałam na twarz
nieszczery uśmiech. Cały czas głowie siedzi mi
spotkanie Felixem. Wredny dupek.
-Nie udawaj,
przecież widziałem twoje odbicie w oknie, było widać, że jesteś zamyślona.
Pozostawiłam
to bez odpowiedzi, a on więcej nie pytał, o co byłam mu niezmiernie wdzięczna,
nie chciało mi się tego tłumaczyć, bo wtedy musiałabym poruszyć temat mojego
brata, a na to nie miałam najmniejszej ochoty. Nie chcę nowo poznanego
chłopaka, który wydaje się fajny straszyć moim bratem debilem. Siedzieliśmy w
ciszy. Po paru minutach jazdy dojechaliśmy do ogromnego budynku, który miał być
moją nową szkołą. Wyglądała mniej więcej tak:
-No ty chyba
sobie żartujesz?! Że niby to jest szkoła?! Ale a … a … y jak? – nie mogłam się
nadziwić. W Polsce taka budowla to byłby zabytek. To tak jakby z zamku w Malborku
zrobic szkołę. No WOW po prostu.
-Heh,
rozumiem, moja reakcja, kiedy zobaczyłem to miejsce po raz pierwszy była
dokładnie taka sama jak twoja. – uśmiechnął się – robi wrażenie, co nie?
-Ty jeszcze
pytasz? Ogromne!
-Fajnie, że
ci się podoba.
Siedzieliśmy
tak chwilę w milczeniu i gapiliśmy się na szkołę. To znaczy ja się na nią gapiłam. Niall obserwował mnie, ale ja
byłam zbyt zajęta rejestrowaniem najmniejszych szczegółów tego dzieła
architektury edukacyjnej, by to zauważyć. Głupia ja.
-Hm, może
wysiądziemy? Wiesz, bo spóźnimy się na lekcje – uśmiechnął się blondyn, po czym
odpiął pasy i wysiadł z samochodu, który okrążył, po to, by mi otworzyć drzwi
od strony pasażera.
-Dziękuję. –
odparłam lekko się rumieniąc.
-Nie ma
sprawy.
Następnie
wzięłam moją torbę i założyłam ją na ramię, Niall zamknął za mną drzwi oraz
swoją brykę. Moment później szliśmy już ramię w ramię. To znaczy on szedł
spokojnie, a ja próbowałam za nim nadążyć. Cieszyłam się w duchu, że nie
założyłam szpilek, które planowałam wziąć, tylko moje ulubione trampki. W
szpilkach nie dość, że przy jego tempie bym nie nadążyła, to przy okazji
zabiłabym się nim bym zdążyła się czegoś w nowej szkole nauczyć.
Chodnikiem szło się wygodnie, a na polu słońce wznosiło się coraz wyżej nad horyzont i było coraz cieplej. Po chwili weszliśmy do ogromnego budynku przez również pokaźnej wielkości drzwi i zaczęłam żałować, że nie wzięłam na wszelki wypadek czegoś cieplejszego. Chłód bijący od murów był znacznie mniej przyjemny od ciepłego powietrza na zewnątrz. Hm, ciekawe jak tu jest zimą. Na samą myśl robi mi się zimniej. Już się doczekać nie mogę (czujecie ten sarkazm?).
Przemierzaliśmy szkolne korytarze w milczeniu, a po pewnym czasie dotarliśmy do ciemnych drewnianych drzwi. Czyżby to była klasa?
Chodnikiem szło się wygodnie, a na polu słońce wznosiło się coraz wyżej nad horyzont i było coraz cieplej. Po chwili weszliśmy do ogromnego budynku przez również pokaźnej wielkości drzwi i zaczęłam żałować, że nie wzięłam na wszelki wypadek czegoś cieplejszego. Chłód bijący od murów był znacznie mniej przyjemny od ciepłego powietrza na zewnątrz. Hm, ciekawe jak tu jest zimą. Na samą myśl robi mi się zimniej. Już się doczekać nie mogę (czujecie ten sarkazm?).
Przemierzaliśmy szkolne korytarze w milczeniu, a po pewnym czasie dotarliśmy do ciemnych drewnianych drzwi. Czyżby to była klasa?
-Po co mnie
tu przyprowadziłeś?
-No, pomyślałem,
że nie masz jeszcze planu zajęć i listy książek skoro jesteś tu dopiero od
wczoraj, a tu jest gabinet dyrektora, więc … - był wyraźnie zakłopotany.
-Ahaaa nie
no dobra, spoko dzięki. Rzeczywiście, zupełnie zapomniałam. – uśmiechnęłam się
teraz zupełnie szczerze i sama siebie klepnęłam w czoło.
-Wejść z
tobą, czy sobie poradzisz? – wyraźnie mu się humorek poprawił.
-Nie,
poradzę sobie sama, ale dzięki.
-Dobra, to
ja tu poczekam. – powiedział, po czym usiadł na ławce pod ścianą i zaczął coś
grzebać w telefonie. Chyba sprawdzał wiadomości.
Już się nad
tym nie skupiałam, bo zapukałam do drzwi, a po usłyszeniu cichego „proszę
wejść” nacisnęłam klamkę i przestąpiłam próg przestronnego pomieszczenia. Pokój
był utrzymany w odcieniach bieli i szarości. Pod oknem, po środku ściany
naprzeciwko drzwi stało biurko z jeszcze ciemniejszego drewna niż drzwi, było
prawie czarne i ustawione tyłem do wysokiego okna, osłoniętego białymi
firankami i ciemnoszarymi zasłonami. Świetnie zgrywało się z czarnym, skórzanym
fotelem, na którym siedział mężczyzna w średnim wieku o siwych włosach i
wąsach, łysiejący na czubku głowy. Podpierał się na łokciach, a jego palce były
złączone razem. Na mój widok wstał i
podszedł do mnie z jakimiś kartkami rękach.
-Dzień
dobry. – powiedziałam nieśmiało i lekko się uśmiechnęłam.
-Dzień
dobry, ty pewnie jesteś Aniela. – podał mi rękę, którą uścisnęłam i uśmiechnął
się szeroko - Miło mi cię poznać. Tutaj
masz plan lekcji i listę potrzebnych ci książek. Życzę miłego dnia i gdybyś
tylko czegoś potrzebowała, to wiedz, że moje drzwi są dla ciebie zawsze
otwarte.
-Bardzo
dziękuję. … Do wiedzenia.
-Do
widzenia. – odrzekł spokojnie.
Odebrałam
kartki, po czym opuściłam gabinet dyrektora. „Miły gościu, nie taki jak ten w
Polsce.” – pomyślałam.
Niall, gdy
tylko usłyszał dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi schował telefon do
kieszeni i wstał z zajmowanego przez niego dotychczas miejsca.
-Czyżbyś już
mu zalazła za skórę? Że tak szybko wyszłaś? – blondyn uniósł jedną brew i się
wyszczerzył ukazując rząd białych ząbków.
-Nie, po
prostu dał mi kartki – tu pomachałam mu przed oczami planem lekcji i listą
książek – i wyszłam. Co tam miałam dłużej robić? Miał mnie na kawę zaprosić czy
co? –zaśmiałam się.
-No w sumie
racja.
-A co?
Uważasz mnie za aż tak wkurzającą, że ludzie nie mogą ze mną wytrzymać dłużej
niż kilka sekund? – również uniosłam jedną brew oraz się wyszczerzyłam i
stanęłam naprzeciwko niego, zaplatając ręce na piersiach.
-Nie,
oczywiście, że nie, przecież ja wytrzymałem dłużej.
Przez
chwilkę mierzyliśmy się spojrzeniami, po czym wybuchnęliśmy niekontrolowanym
śmiechem. Trwało to jakiś czas zanim się ogarnęliśmy.
-Haha. Jaką
lekcje masz teraz? – spytał wyraźnie zaciekawiony.
-Em …
-spojrzałam na plan – angielski.
-O ja też,
no to chodź – ucieszył się Niall.
Przemierzaliśmy
korytarze w drodze do klasy, w której mieliśmy mieć lekcje. W tym czasie
zdążyliśmy porównać nasze plany lekcji i okazało się, że są takie same. Po
drodze na zajęcia śmialiśmy się cały czas z dowcipów opowiadanych przez Nialla.
Rany, jaki on jest zabawny, a jego śmiech po prostu mnie rozwala. Eh, może mój
brat nie schrzanił mi tego dnia tak do końca?
-------------------------------------------------------------
PROSZĘ O KOMENTARZE KOCHANI I SPÓŹNIONE WESOŁYCH ŚWIĄT :D
No, no, no, szykuje się całkiem ciekawa historia :) jeśli chodzi o błędy-jest naprawdę okej. Podoba mi się twój pomysł, z pewnością czekam na kolejne rozdziały, mam nadzieję, że nie karzesz długo czekać. No i liczę, że następne części będą dłuższe :)
OdpowiedzUsuńN.
Dziękuję N., że Ci się podoba. Haha postaram się o dłuższe, ale nic nie obiecuję. Rozdziały będę raczej dodawac regularnie w piątki lub ewentualnie w soboty ;)
Usuń