za wiatrem hen

sobota, 28 marca 2015

ROZDZIAŁ 1 (CNCZKJ)


NA POCZĄTEK: jeśli kogoś by coś denerwowało, to dajcie znac w komentarzu, posty będą sprawdzane pod względem ortograficznym, jednak mój komputer czasami nie robi "ć". Proszę o komentarze, chcę wiedziec, czy się Wam w ogóle podoba. ;)------------------------------------------------
Mam mokrą twarz. Od łez. Sama już nie wiem dlaczego w ogóle płaczę. Dostałam to, czego chciałam. Rodziców, szczęśliwą rodzinę. Dom i to wcale nie mały. Nowe życie. Tak. Nowiusieńkie, żebym zapomniała o tym poprzednim. A jednak siedzę tu i się mażę jak jakiś bachor, któremu odebrali cukierka. Choć gdyby się nad tym wszystkim zastanowić to może życie odebrało mi takiego cukierka. Nie mam przyjaciół. Straciłam ich. Zdradzili moje zaufanie. Straciłam miłość mojego życia. Również mnie zawiódł. Przenosząc się tutaj myślałam, że łatwiej mi przyjdzie o tym zapomnieć, a wyszło na to, że jeszcze bardziej za tym tęsknię. Za dawnymi czasami, kiedy ja i moi przyjaciele byliśmy dziećmi. Razem wdrapywaliśmy się na drzewa, razem się śmialiśmy i wygłupialiśmy. Z czasem zaczęliśmy się od siebie oddalać. Pojawiało się coraz więcej różnic między nami. Do tej pory nie wiem, w którym momencie ziemia się rozstąpiła odsłaniając bezdenną przepaść między nami. Do Londynu przenieśliśmy się dzisiaj, a już jutro mój pierwszy dzień w szkole. Strasznie się denerwuję. Dobra. Dość łez. Nie ma o co beczeć. Zaczyna się nowe, lepsze życie. Trzeba wykorzystać okazję jak tylko się da. Życie jest zbyt krótkie, żeby zaprzątać sobie głowę głupotami.
Następnego dnia obudziły mnie promienie słońca wpadające do mojego pokoju przez uchylone rolety. Powoli uchyliłam jedno oko, a zaraz potem drugie. Uh trzeba wstac, bo jak widać nawet słońce tego chce, skoro się pofatygowało, żeby dziś oświetlić ulice. Tak, nie mam raczej dobrego humoru, z resztą od dawna nie miałam. Po paru minutach wewnętrznej walki zwlekłam się z łóżka, po czym udałam się do mojej własnej łazienki. Wygląda ona tak:

 Obrazek

Stylowa, co nie. Nie wiem, czy wspominałam, że rodzice mają kasę, bo pracują w jakiejś agencji i są menagerami sławnych ludzi, tylko, nie takich, których ja chce znać. Nie ważne.
   Spojrzałam w lustro, ale zaraz przestałam patrzeć, bo moje zapuchnięte od płaczu oczy odpychały mimowolnie. Nalałam wody do wanny, rozebrałam się i weszłam do gorącej wody. Wlałam mój ulubiony płyn do kąpieli i rozkoszowałam się jego zapachem. Przesiedziałam tak chyba z 10 minut zanim się dokładnie umyłam i wyszłam, by osuszyć swoje ciało. Potem owinięta ręcznikiem poszłam do swojego pokoju, bo mądra ja zapomniałam wziąć ubrań. Ubrałam się w to:






po czym wróciłam do łazienki, by zrobic lekki makijaż. Kiedy przygotowania dobiegły końca zeszłam na dół do kuchni w celach śniadaniowych. Przygotowałam sobie płatki z mlekiem, kakao i jabłko. Zjedzenie tego zajęło mi jakieś 20 minut. Kiedy spożyłam dzienną porcję witamin i czegoś tam jeszcze poszłam się spakować. Lekcje miałam dziś od 8.00 a była 7.20. Postanowiłam jednak, że przed szkołą zorientuję się troszkę odnośnie tego, co gdzie leży (chodzi o sklepy) ,a jako że do szkoły mam kawałek, to wykorzystam ten czas.
  Kiedy już schodziłam po schodach usłyszałam dzwonek do drzwi. Kogo tu kurde o tej porze niesie?! pomyślałam i poszłam otworzyć drzwi, mimo iż chętnie udawałabym, że nikogo nie ma, ale i tak miałam wychodzić, więc jaki w tym sens? Kiedy otwarłam drzwi stanęłam jak wmurowana. No nie wierzę w to co moje oczka widzą. W progu stał mój kochaniutki braciszek (czujecie sarkazm?) , ciekawe co go tu przyniosło?
-Są rodzice? – wyjechał od razu z kawą na ławę.
-Oh jakże miło, że spytałeś co tam u mnie, wszystko dobrze, też mi cię miło widzieć. – ironizowałam.
-Zamknij się i gadaj gdzie są!
-Nie wydzieraj mi się tu! Nie dość, że cały czas masz nas gdzieś, zjawiasz się nagle jak tylko przyjeżdżają rodzice, to jeszcze wydzierasz się na całą ulicę jak …
-Przymknij się idiotko i gadaj, a nie praw mi kazania! Nie będziesz mną rządzić!
-Uwierz, że nawet nie mam zamiaru. – wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
-Odpowiesz mi wreszcie na pytanie, czy mam zawołać kolegów?
-Serio? Taki słaby jesteś, że potrzebujesz kolegów do pomocy? No jeszcze czego, czy tobie się serio wydaje, że będziesz mnie tu jakimiś koleżkami straszył? No chyba ci się coś porobiło w tej durnej główce.
-Alex! Max! – zawołał przez ramię – Chodźcie!
-Ale się boję, normalnie widzisz jak się trzęsę?
-I dobrze, bo masz się bać. – uśmiechnął się wrednie.
-Co tam Danger? – zawołał jakiś chłopak w kapturze.
-Danger? – spytałam kpiąco.
-Poprawka mała. Danger X. – poprawił mnie jakiś drugi z petem w gębie. Nienawidzę jak mnie ktoś poprawia.
-A ty się nie wtrącaj! – odpyskowałam mu. – To nie jest żaden Danger tylko na nieszczęście moje i ludzkości mój przygłupiasty braciszek Feliks!!! – nie wytrzymałam i zaczęłam się po nich drzeć.
-E.E.E. siostro nie tak ostro, bo się zatniesz. – wyszczerzył się ten w kapturze, na co zmierzyłam go morderczym spojrzeniem.
-I się mi tu nie wydzieraj z jakimiś durnymi imionkami, jakbyś nie zauważyła nikt tak na mnie nie mówi. – Felix zaczął się zachowywać jakby kurde z jakąś lasią na mieście flirtował. Jeszcze się temu głąbowi kiedyś czymś odwdzięczę.
-Co tam chciałeś Danger? Wołałeś nas. – rzekł ten z papierosem. Chyba będę mówiła na niego Peciarz.
-Owszem, wołałem, bo mi siostrunia blokuje pewne informacje i potrzebuję je z niej wyciągnąć. – mój brat krzyżuje ręce na piersiach i patrzy na mnie groźnie. Chyba taki miał być przekaz tego spojrzenia. Pff . Chyba jest idiotą, jeśli myśli, że się ich wystraszę.
-O KURDE! To twoja siostra?! – zaczął się dziwować ten Alex cały – No w życiu bym nie pomyślał! To jak mała, może gdzieś wyjdziemy co? – uśmiechnął się zalotnie. Gdyby nie był spowinowacony z Felixem i nie wiedziałabym co nie co o jakichś gangach ulicznych to może bym na to poleciała.
-Ty spadaj, to moja siostra!
-No nie wierzę! Czyżbyś się nagle zaczął o mnie martwic?!Ależ mnie zaszczyt kopnął! – pewnie każda normalna dziewczyna „zastraszana” w ten sposób już dawno zaczęłaby śpiewać, ale ja się nie boję, mimo iż wiem, że grubo przesadzam i kiedyś może się to na mnie negatywnie odbić, ale na razie mam to gdzieś.
-Słuchaj, szmato, mówię to ostatni raz … - zaczął mój brat, ale zarobił ode mnie siarczysty policzek.
-A ja ostatni raz ci mówię, żebyś mnie tak nie nazywał – wycedziłam przez zaciśnięte zęby ze łzami w oczach.
Wykorzystałam moment kiedy mu przywaliłam, dość mocno chyba, bo aż poleciał do tyłu i koledzy go łapali, ja w tym czasie zakluczyłam drzwi, zeskoczyłam ze schodów i pobiegłam chodnikiem przed siebie. Nie oglądałam się w tył tylko przyspieszałam z każdą sekundą, w końcu dobiegłam do krawężnika, chwyciłam się ściany i otwierając drzwi wpadłam do jakiegoś bloku. Natychmiast zamknęłam je za sobą, po czym oparłam się o ścianę plecami i zjechałam po niej w dół. Zasłoniłam twarz rękami i pozwoliłam łzom spokojnie wypływać z moich oczu. Nazywał mnie już tak nie raz, ale wtedy byliśmy sami, więc nikt nie słyszał prócz mnie i jego, a teraz słyszeli to jeszcze ci jego chrzanieni koledzy. Tego już było dla mnie za dużo. Zawsze jak słyszę jak ludzie rozmawiają o swoim rodzeństwie czuję wewnętrzny smutek, bo mój brat dokuczał mi od niepamiętnych czasów. Przez niego czułam się gorsza. Kiedy znalazłam przyjaciół jak najwięcej czasu spędzałam poza domem, by uniknąć konfrontacji z nim. Jak już wspominałam nikt o tym nie wiedział, nawet rodzice, zawsze udawał przy nich aniołka, oni mu zawsze wierzyli, a kiedy ja mierzyłam swoje siły, nigdy mi się nie chciało odzywać, bo jakie ja miałam szanse z tym ukochanym pierworodnym. Erh. Wolałam przemilczeć tą sprawę. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego jak się cieszyłam, kiedy wyjechał. Miałam nadzieję, że wtedy będę się lepiej czuła we własnym domu. Niestety tak nie było, bo wszędzie prześladowały mnie wspomnienia, te bolesne wspomnienia.
-Hej – ktoś się odezwał – wszystko okej? Czemu płaczesz?
A niech to, serio aż tak widać, że ryczę. Eh jak ja niecierpię Felixa. Ugh.
Kiedy podniosłam oczy spotkałam spojrzenie tak pięknych tęczówek jakich jeszcze nigdy nie spotkałam.
tumblr_n5xukq3yDN1to6r98o1_500.gif

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz